Teo: Mamo, po co jest cień?
ja: Nie wiem po co. Ale wiem skąd się bierze.
Teo: Sąd się bierze to ja też wiem, bo słońcu zasłaniam drogę do oświetlenia tego kawałka chodnika.

No tak.. sama lepiej bym tego nie ujęła.

 

Idziemy dalej.

 

Teo: Mamo a można złapać tego cienia?
ja: Nie, to niemożliwe.
Teo: Niemożliwe? Nie ma takiego słowa!

W tym miejscu wyzywam w duchu mojego Męża, który wychowuje Tośka w duchu wiary we własne siły. Dużo coś tych duchów, zwłaszcza w kontekście cienia.

Teo: Mamo, to łapmy tego cienia.
ja: Ale Tośku, jak za nim biegniesz to on też się porusza, tak samo szybko jak ty. Nie można go złapać.
Teo: Musi być jakiś sposób.

W głowę zachodzę, jak czterolatkowi wyjaśnić, że wszystko w życiu osiągnąć może, że trzeba w siebie wierzyć i się starać, że nie wolno tracić wiary…

ale cienia złapać się nie da.

 

Jak mam mu wpoić, że jak będzie bardzo chciał, to i w kosmos kiedyś może polecieć, na olimpiadzie wystartować, świat objechać dookoła… ale cienia nie złapie. Nie zamknie w słoiku. Że ten cień to taki On – niby jest mój, niby blisko, niby mnie naśladuje a jednak taki osobny.

 

sam_0718

 

Z filozoficznej zadumy wyrwało mnie kolejne pytanie:

Teo: Mamo, czy my będziemy dłużej żyli czy „nieżyli”?

O matko! Do przedszkola po wakacjach wrócił, pewnie religia już była.

 

Znowu szukam w głowie ratunku…

 

Przecież nie zacznę mu o wieczności po śmierci opowiadać! Dzieciak przestraszy się tylko, nie ogarnie swoja małą główką. Jak mu powiem, że dłużej będziemy żyli to zacznie drążyć „skąd wiem?” i „kiedy umrzemy?”. Wiem bo już to przerabialiśmy, łącznie ze zmarłymi na chmurkach co patrzą na nas z góry.

Już mam zaczynać wywód o tym, że nie wiadomo co nas czeka, ale długie życie jeszcze przed nami, kiedy Tośko zerka na naszego kota stojącego nieruchomo na trawie (chyba czaił się na jakieś żyjątko) i mówi:

Teo: Mamo, nasz Sierściu to przystojniak!
ja: Tak myślisz? (przyglądam się kocim rysom kota…)
Teo: Tak, przystojniak, bo on tak tylko stoi i stoi…

Poziom abstrakcyjnego myślenia Tośka kładzie mnie na łopatki raz za razem a ja naiwnie myślę, że on czegoś może nie pojąć. On wszystko pojmie. Najwyżej inaczej.

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź