Nie pamiętam chyba nic! Nie żeby jakaś całkowita amnezja mnie dopadła. Pamiętam wiele rzeczy, ale nie pamiętam jak zajmować się niemowlakiem. Wydawać by się mogło, że skoro mam już jedno dziecko to matka ze mnie doświadczona i wszystko będę wiedziała. Tymczasem za dwa tygodnie w moim życiu pojawi się noworodek, a ja bladego pojęcia nie mam, jak się nim zająć!

Wątpliwości, niepewności…

Chyba coś ze mną nie tak. Tosiek nie ma nawet pięciu lat, więc opieka nad maluszkiem w moim wykonaniu to nie jakieś zamierzchłe czasy. Chyba nawet stosunkowo niewiele zmieniło się w pielęgnacyjno-opiekuńczych trendach. Mimo to stresuję się bardzo, bo o ile przy Tośku wolno było mi „nie wiedzieć”, o tyle teraz każdy będzie oczekiwał, że ja już wszystko wiem.

Dostanę do rąk dziecię w becie i co?

No właśnie! Co? Tośka też tak dostałam ot po prostu. Przyszła położna, położyła w ramionach i wyszła myśląc, że ja będę wiedziała co dalej. A ja nie wiedziałam. Masz kobieto i martw się. Instynkt macierzyński wszystko załatwi. Mój nie załatwił. Przynajmniej nie w pierwszej chwili. Siedziałam i patrzyłam, wzroku oderwać nie mogłam od Syna co to zupełnie nawet na mnie patrzył bo spał.

Ani karmić nie umiała, ani trzymać…

Pamiętam tylko, że położyłam Go obok siebie na łóżku szpitalnych, rozwinęłam zawiniątko, co by sobie więcej dziecka obejrzeć i… nadal nie wiedziałam co mam zrobić. Jak dotknąć, by nie skrzywdzić, jak podnieść by nie złamać, jak zawinąć ponownie w rożek, żeby nie było ani za ciasno, ani za luźno?

Wtedy wolno mi było!

Położne cierpliwie odpowiadały na moje pytania. Pokazywały jak karmić, demonstrowały przewijanie, ubieranie, trzymanie główki i inne okołonoworodkowe czynności. Wolno mi było nie wiedzieć, wszak to były moje „pierwsze razy”. A teraz? Co będzie teraz? Ja naprawdę nie pamiętam, boję się, że nie będę umiała i głupio będzie. Położne pewnie mają dozę cierpliwości do mam debiutujących w tej roli. Od mam „doświadczonych” wymagać by się mogło, że wiedzą, że umieją, że gitary zawracać nie będą, czasu na demonstrowanie karmienia nie będą odbierać debiutantkom.

Przesadzam?

Może i przesadzam. Ale odkąd dotarło do mnie, że to już tak niewiele czasu zostało, że za dwa tygodnie to będzie już „po” to jakoś wszystkie lęki świata mnie dopadły. A ten o matczyne umiejętności wydaje się być najbardziej dobijającym…

Oby jednak w porę odpowiednia wiedza sama mnie znalazła, tak jak podczas wszystkich egzaminów na studiach, kiedy stres sprawiał, że przypominało się to, co niby nie miało prawa się nigdy przypomnieć :) Bo czy taki noworodek to nie jest prawdziwy egzamin?

A jak patrzę na te zdjęcia to się rozczulam bardzo… i jeszcze zastanawiam się, jak ja tam upchnęłam Tośka maleńkiego nie łamiąc mu nic, nie wykręcając i w ogóle nie narażając na szwank żaden :)

foto11

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź