Scena I

 

– Teo, czemu zrobiłeś taki bałagan?

– To nie ja?

– Nie Ty? To kto? (tutaj liczyłam, że całą winę cwanie zrzuci na kota…)

– To Sek!

– Kto?

– Mój kolega, Sek. On jest niegrzeczny i zawsze bałagani – oznajmił najbardziej oczywistym tonem.


Kim, u licha, jest Sek?

 

Imię, zdrobnienie, skrót – cokolwiek to było, nijak nie pasowało mi do żadnego z Tośkowych kolegów. Ani z przedszkola, ani z podwórka. Zajęłam się czymś innym, zapomniałam.

 

Scena II

 

Stoimy w korku. Po chodniku obok nas przechodzi kobieta z kilkuletnim chłopcem o jasnych włosach.

– Mamo! Patrz to Sek!

Pierwsze widzę i chłopca i mamę, dopytuję zatem.

– Ten Twój kolega? Skąd go znasz?

– Z przedszkola. – bez chwili zastanowienia Teo podaje odpowiedź.

– Ten chłopiec nie chodzi do twojego przedszkola.

– To jest Sek!

Mamy zielone, ruszamy…

 

Scena III

 

Teodor od kilku dni „szlifował” plucie. Nie wiedziałam skąd się tego nauczył więc pytam:

– Czemu tak robisz?

– Bo Sek tak robi.

– Kim jest ten Sek? Skąd go znasz i czemu uczy Cię takich rzeczy?

– Bo on nie jest grzeczny. Lubi pluć i nie słucha rodziców.

…no to pięknego kolegę sobie Tośko wymyślił.

 

Scena IV

 

Jesteśmy na spacerze na poznańskiej cytadeli. Robi się szaro, Teo jeździ na rowerku, ja spaceruję z kuzynką i jej psem. Nagle widzę, jak Mały rozpędza się niczym błyskawica i jedzie w stronę lasku.

Gardło bym sobie zdarła, a On ani się obejrzy. Puszczam się za nim biegiem. Zdyszana dopadam Tośka na skaju lasku i ledwo łapiąc oddech pytam:

– Czemu mnie nie słuchasz? Przecież wołam!

– Bo ja jechałem do Seka!

– Gdzie? Tu? W ten ciemny las?

– Tak, bo on tu mieszka?

– W parku? Na cmentarzu? W lesie? – wypowiedziane na głos „na cmentarzu” spowodowało, że zrobiła mi się gęsia skórka.

– Tak, pod ziemią. Ma taki domek. Jego rodzice pojechali do babci i zapomnieli go zabrać ze sobą. Zamknęli takie drzwi i on nie może wyjść…

 

Scena V

 

Stoimy w długiej kolejce w markecie. Przed nami z 10 osób. Tosiek siedzi w koszyku na zakupy. Nagle przy samej kasie zauważa kobietę z chłopcem, na oko dwunasto-, trzynastoletnim szatynem.

– O! Mamo! Tam jest Sek! Chodźmy się przywitać…

Ulżyło mi, że Sek jednak żyje…

Co chwilę wygląda inaczej, zawsze rozrabia, mieszka w dziwnym miejscu i ma nieodpowiedzialnych rodziców, ale przynajmniej możemy go spotykać… Ostatnio coraz rzadziej… Może nie lubią się z Tośkiem już tak bardzo…

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź