Wielokrotnie słyszałam, że kobiety w ciąży nie mogą liczyć na życzliwość innych, że nie ustępuje się im miejsca w tramwajach, nie przepuszcza w kolejce itd. Wydawało mi się, że te wszystkie narzekania są mocno „na wyrost”. Przecież w kolejce kasjerka często woła mnie do kasy poza kolejnością. W przychodni pielęgniarka bez kolejki zaprasza mnie do pobrania krwi, w ikei jest nawet specjalna kasa dla ciężarnych… „Tak mówisz, bo nie jeździsz tramwajami” – powiedziała ostatnio koleżanka, także w zaawansowanej ciąży.

No to postanowiłam się przejechać

Faktycznie, na co dzień poruszam się „nożnie” lub „samochodowo”. Komunikacją miejską ostatni raz jechałam kilka dobrych miesięcy temu, ciąży był to początek, po brzuchu ani śladu, więc i nie dziwota, że nikt nie poderwał się na mój widok. Byłam przekonana, że w obecnym stanie zwyczajnie wywołam meksykańskie fale pasażerów, którzy będą się podrywać tłumnie z siedzeń na mój widok. Mało tego – z Martą postanowiłyśmy, że na wycieczką komunikacją wybierzemy się we dwie – ona będzie dokumentować wszelkie przejawy sympatii dla ciężarówek i napiszemy potem, jacy ludzie się mili, empatyczni i obalimy stereotyp ślepoty, jaka podobno nagle ogarnia pasażerów, kiedy w okolicy pojawia się „ciężarówka”.

20150526_135047 20150526_134901

Uzbrojone w ciążowy brzuch i telefon z aparatem
ruszyłyśmy w miasto…

Zaopatrzyłyśmy się nawet w kartki i flamaster, żeby po każdym przejeździe odnotowywać, ile było sytuacji wywołujących uśmiech na twarzy, a ile tych odwrotnych. Kupiłyśmy też całodzienne bilety, żeby bez mandatu się obyło i wsiadłyśmy do pierwszego tramwaju. Starałyśmy się stać w sporej odległości od siebie, by łatwo było dokumentować przejawy sympatii i troski, ale primo: w tramwajach bywało dość ciasno, więc nie wszędzie udało się zrobić zdjęcie. Secundo: przejawów życzliwości do odnotowania nie było zbyt wielu…

Pierwszy tramwaj, pierwsze zdziwienie

W pierwszym tramwaju przedefilowałam przez pół wagonu zanim znalazłam miejsce, by chociaż bezpiecznie chwycić się czyjegoś fotela. Akurat trafiło na fotel pana, bynajmniej nie starego, który wraz z moim pojawieniem się w pobliżu bardzo zainteresował się poznańską architekturą mijaną w czasie podróży. Przesuwałam się kilka razy krok w przód, dwa w tył – może nie zauważył… (wtedy jeszcze miałam nadzieję, że nie zauważył), ale nic to nie dało. Kilka przystanków dalej wysiadłyśmy z nadzieją, że teraz będzie lepiej…

FotorCreated11

Kolejny tramwaj…

W kolejnym tramwaju niestety nie udało się zrobić zdjęcia, ale siedzące wokół osoby również były bardzo zainteresowane widokami za oknem lub lekturą książki. Okazało się jednak, że kiedy do przedziału wsiadła starsza pani (której niewątpliwie należało się wolne miejsce) od razu znalazła się chętna dziewczyna, by jej ustąpić. W sumie to pocieszające, że taka stara nie jestem ;)

Tramwaj życzliwych!

Kolejny – trzeci tramwaj tchnął we mnie nadzieję. Nie sam tramwaj rzecz jasna, ale pasażerowie nim jadący. Kiedy tylko wsiadałam do wagonu, młoda dziewczyna spojrzała na mnie porozumiewawczo, dając mi do zrozumienia, że ustąpi mi miejsca. Zrobiło mi się tak miło, że aż chciałam powiedzieć „nie trzeba, ja tylko jadę kilka przystanków”, ale zaraz przypomniałam sobie o Marcie, zdjęciach i zbieraniu dowodów na życzliwość ludzką…

Nie usiądziesz ciężarówko!

Jakież było moje zdziwienie (choć chyba ustępującej mi miejsca dziewczyny jeszcze większe), kiedy na zwolnionym dla mnie właśnie miejscu, przede mną zasiadła inna pani. Zaznaczam: nie w ciąży i nie w wieku wskazującym na zapotrzebowanie na ten fotel! Pani wcisnęła się pod ręką dziewczyny :) Zrobiła wyścig do fotela, w którym nie miałam szans – wszak nawet nie przypuszczałam, że przyjdzie mi się ścigać :) Przepraszająco-zdziowiona mina dziewczyny mówiła wszystko :) Głupio zrobiło się nam obu, ale szybko zareagował starszy pan, który ustąpił mi miejsca tuż za panią „podsiadaczką”. I ten przejaw życzliwości udało się Marcie uchwycić na zdjęciu :) Ale pamiętam o obu! Żeby nie było :)
FotorCreated55

I to by było na tyle życzliwości…

Kolejne 4 tramwaje nie miały na pokładzie nikogo, kto zechciałby ustąpić mi miejsca. Kilka pań nawet lustrowało mnie wzrokiem, pewnie zastanawiały się, który to miesiąc? Czy taka gruba jestem bo jestem, czy to już końcówka ciąży? Ktoś podniósł wzrok tylko na chwilę znad książki upewniając się, że brzuchem nie zasłonię mu tekstu i powracał do lektury, reszta podziwiała widoki za oknem.

FotorCreated12

FotorCreated22-1024x768

Nie wiem co by było, gdybym poprosiła o ustąpienie miejsca…

Być może za każdym razem znalazłby się chętny, żeby wstać, ale to jednak takie upokarzające – prosić o czyjąś łaskę. Nie czuję się źle, choć przyznam, że już mi trochę ciężko i pewnie dlatego nasze tramwajowe podróże zakończyłyśmy na ośmiu przejazdach (no dobra, poza zmęczeniem także umierałam z głodu ;)).

Wnioski? Tak, są wnioski!

Na poczcie, w sklepie, w przychodni – to nie klienci i pacjenci ustępują mi miejsca, tylko obsługa woła mnie poza kolejką. Wśród wielu współkolejkowiczów panuje wybiórcza ślepota – nie widzą ciąży. No ja rozumiem, że do pewnego momentu można jej nie zauważyć, albo nawet pomylić ze wzdęciami można, ale mój brzuch chyba dość wyraźnie świadczy o stanie, w jakim jestem.

Trochę zrobiło mi się przykro. Po trosze też ucieszyłam się, że komunikacją na co dzień nie jeżdżę, ale z drugiej strony wiele z nas, Was jeździ – i co teraz? Prosić o ustąpienie miejsca? Liczyć na starszego pana? A może mieć nadzieję, że ktoś inny nie „podsiądzie Was”, kiedy młoda dziewczyna zechce ustąpić miejsca?

Buntownicza natura kazała mi kiedyś krytykować akcje takie jak „Więcej życzliwości dla kobiet w ciąży” bo wydawało mi się, że to jest takie oczywiste, że nie trzeba wokół tego robić szumu. Że przecież ciąża to nie choroba i skoro pracuję, robię zakupy, zajmuję się domem, dzieckiem i jeżdżę po mieście, to mam siłę i nie potrzebuję specjalnego traktowania. No ja nie potrzebowałam długo, bo dobrze się czuję (czułam, bo faktycznie coraz mi ciężej), ale kilka przejazdów tramwajami w ciągu dnia na stojąco dało mi się we znaki. Trochę mnie wytrzęsło, w tłumie wygniotło choć oczywiście przeżyłam. Ale o ile lepiej by mi się zniosło tę podróż w innych warunkach.

I wierzcie mi, zupełnie inny tekst miałam w planie napisać…

Jakie są Wasze doświadczenia? Może tylko ja tak fatalnie trafiłam? Jak wspominacie czas ciąży – byłyście wyjątkowo traktowane?

20150526_130551

20150526_150041

FotorCreated325

aaaaaaaaa20150526_134601

20150526_135047

20150526_13522wer9

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>