„Matka przewoziła dziecko na tylnej półce samochodu” – usłyszałam wczoraj w porannym programie telewizyjnym, kiedy robiłam w kuchni śniadanie. Pomyślałam sobie, że to kolejny żartobliwy news i zaraz zobaczymy zdjęcie lub filmik z jednego z krajów trzeciego świata. Tymczasem zobaczyłam… Seicento w Kaliszu! Oniemiałam. Myślę sobie – może to manekin? Ale nie, kobiecie – kierowcy podobno odebrano już prawo jazdy, ma stanąć przed sądem…

Za manekina przed sądem chyba by nie stawiali.

Zjadłam śniadanie, zapakowałam Tośka do samochodu (nie na półkę tylko, jak mam w zwyczaju, przypięłam go w foteliku) i zawiozłam do przedszkola. W pracy temat nie dawał mi spokoju, znalazłam artykuł w sieci i czytam licząc, że są nowe okoliczności tej sprawy. Może ktoś coś wyjaśnił…

Niestety, nikt nie wyjaśnił. Nic nowego w sprawie nie wiadomo. Dziecko jechało na tylnej półce i tyle. Już miałam wyjść ze strony z artykułem… już miałam przeczesać inne rejony internetu, kiedy coś mnie tknęło i przewinęłam stronę w dół, na komentarze. Po przeczytaniu pierwszego, drugiego, trzeciego… zamarłam. Już nie dziwiło mnie najbardziej to, że można tak przewozić 3-letniego malucha. Teraz najbardziej dziwiło mnie, jak bardzo można tłumaczyć takie zachowanie i rozumieć nieodpowiedzialną matkę. Wielu internautów usiłowało udowodnić, że „dzieci już takie są”, że wypinają się z pasów i biegają po samochodzie. Pytali: co ta kobieta mogła zrobić, skoro dziecko niegrzeczne? Inni przypominali, że w dzieciństwie sami tak jeździli fiatami 126p z rodzicami na wakacje. Byli i tacy, którzy twierdzili, że sami jeżdżą bez pasów bo… jadą po to, żeby dojechać a nie mieć wypadek. Serio?

Ja też jeździłam, stojąc między fotelami, wartburgiem rodziców.

Nigdy nic mi się nie stało. Ale czy z tego powodu mam wozić dziecko bez fotelika? Najlepszego fotelika na jaki mnie stać? Jako dziecko, jeździłam bez kasku na rowerze, ale to nie jest powód, żeby mój syn teraz miał go nie zakładać. Mało tego – wiem doskonale, że gdyby wtedy, kiedy miałam kilka lat, były foteliki czy kaski rowerowe, moi rodzice z pewnością by takie kupili – bo jak to rodzice (najczęściej) mają – chcieli dla mnie wszystkiego, co najlepsze, najbezpieczniejsze.

Nie trafia do mnie argument, że dziecko wypina się samo – moje jest wybitnie ruchliwe, ale wierzcie mi, że z fotelika się sam nie wypnie. Nie dlatego, że nie umie. Dlatego, że wie, że to konieczność i jeśli nie miałby zapiętych pasów to zwyczajnie nigdzie byśmy nie pojechali.  Ponadto, jeśli odpiąłby się w czasie jazdy – na tym nasza podróż by się skończyła.

Szczepimy, żeby było zdrowe… Ubieramy ciepło, żeby się nie przeziębiło… Sprawdzamy przedszkole – czy opiekunowie wykwalifikowani, żeby było bezpiecznie… A potem pozwalamy jechać na tylnej półce w samochodzie wielkości pudełka do zapałek. Kuriozalne!

Czy rodzice naprawdę są tacy bezsilni?

Wydaje mi się, że częściej idą na łatwiznę i liczą na fuksa. Oby im tego szczęścia nie brakło, ale życie pokazuje, że bywa różnie. Po co prowokować? Po co ryzykować tym, co dla nas najważniejsze?

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>