Nigdy nie byłam przesadnie zorganizowana. W zasadzie nie byłam zorganizowana wcale. Zawsze robiłam wszystko na ostatnią chwilę. Nawet na dwutygodniowy wyjazd pakowałam się tuż przed podróżą… w dodatku po ciemku, bo z okazji zapomnienia o rachunku za prąd, elektrownia postanowiła odciąć nam dostęp do energii. Jak się potem okazało dobrze, że wyłączyli ten prąd akurat tego dnia, bo ja rano nie wyłączyłam żelazka z kontaktu…

Szykowanie wyprawki zawczasu…

Już od kilku dobrych tygodni słyszę pytania o to czy już mam wszystko dla dziecka? Czy już jestem spakowana do szpitala? Jaka spakowana? Ja jeszcze po przeprowadzce nie do końca się rozpakowałam. Skoro jednak pytania na temat wyprawki nie ustępowały (ba! Pojawiało ich się znacznie więcej i to nawet od tych, którzy wiedzą o mojej przypadłości z brakiem zorganizowania) postanowiłam trochę zadziałać.

Lista to podstawa…

W moim przypadku nawet ze cztery te listy powstały, ale każda w innym miejscu, każda trochę inna i w efekcie będę chyba musiała zrobić piątą – ostateczną. Podstawowe rzeczy mam – wózek po Tośku jest, łóżeczko (też po Tośku) jest, fotelik kupiliśmy. Koniec.

Ponieważ z przyczyn praktycznych (nie przesądnych) nie chciałam kupować wcześniej innych rzeczy, umówiliśmy się z Mężem, że On kupi co trzeba, kiedy czas nadejdzie. Nabazgrałam wstępnie listę rzeczy (jedną z czterech) potrzebnych dziecku i trochę oniemiałam… bo krótka jakaś taka wyszła.

Bo 4 lata temu to było zupełnie inaczej…

W oczekiwaniu na Teodora też napisałam listę zakupów, które potem realizował Tata (ku uciesze pań ze sklepu). Lista wówczas była dłuuuga i zawierała całą masę rzeczy (nie)zbędnych. Kaftaników, bodziaków i pajacyków było tyle, że połowy chyba nie zdążył założyć. Kremików, balsamów, zasypek, oliwek i mleczek więcej niż w salonie kosmetycznym. Laktator, butelki, smoczki, pojemniczki na mleko, na pieluchy, na chusteczki, na waciki, na patyczki… podgrzewacze i ocieplacze. Kocyki, podkładki, przewijak na łóżeczko i podróżny i 1001 innych drobiazgów.

Obecna lista zakupów jakaś taka krótka…

Okazało się, że moja mama przez te 4,5 roku przechowywała sporą górę tośkowych ubranek. Stan niemal nie ruszony zębem czasu, wszak niewiele zdążył je młodzieniec ponosić zanim z rozmiaru 56cm. przeskoczył do kolejnych większych… i większych. Nawet marchewką ich nie usmarował, bo to jeszcze niemarchewkowe czasy były. Babcia wyprała, wyprasowała i przywiozła pudło całe… chyba nie ma co ubranek kupować, bo są.

No to może laktator? E..tam! Wtedy miałam i wcale mi nie był potrzebny. Nie wykluczam, że teraz się nie przyda, ale przecież jak będę potrzebowała, to maksymalnie godzinę zajmie mi wyskoczenie do sklepu po owy zakup i powrót do domu. To może chociaż pościel nowa? Bez sensu! Mała urodzi się w lipcu, kołdra wielka ją tylko nakryje po uszy, kupię pościel jak będzie potrzeba, kocyk lekki wystarczy. No to podgrzewacz na chusteczki, żeby miniaturowej pupy zimnymi nie traktować? No… chyba jednak nie ;)

Żeby nie było, nie ignoruję!

Nie chodzi o to, że teraz będę mniej troskliwą mamą. Nie chodzi też o to, że olewam dziecko i jego potrzeby, ale jakoś tak praktyczniej podchodzę do sprawy. Jak będzie mi czegoś trzeba, to kupię – mieszkam w dużym mieście, wszystko jest pod ręką. Nie mam potrzeby zabezpieczania się na zapas.

Nie jestem też przesadnie oszczędna (w zasadzie w ogóle nie jestem), ale może wydoroślałam trochę… Tak to chyba to ;) Albo praktyczna bardziej jestem. To brzmi lepiej. Wszak nawet planowanie drugiego dziecka wyglądało zupełnie inaczej, niż tego pierwszego… -> TUTAJ.

1216321_68701662

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>