Jestem w 18 tygodniu ciąży. Prawie połowa, ale jeszcze nie połowa. Dziecko ledwo zaczynam czuć, bardzo delikatne to moje dziecię. Za to całkiem mocno odczuwam już braki w portfelu.
Nie zbieram paragonów. Szkoda. Chociaż jakbym to wszystko dokładnie policzyła, to pewnie nie zdecydowałabym się na kolejne dziecko uznając, że zwyczajnie mnie nie stać.

Podliczmy zatem z pamięci, co już udało mi się wydać z okazji dziecka jeszcze na świat niewydanego:

– pierwsze badania przedciążowe – 400zł
– do tej pory u ginekologa byłam 4 razy, każda wizyta 100zł (tylko dlatego, że ciężarne mają „promocję”) – 400zł
– badania w laboratorium przed każdą wizytą kontrolną – różnie, zależy co badać musiałam – od 50 do 130 zł – łącznie 240zł
– usg genetyczne – 250zł
– witaminy wszelkiej maści – 280zł
– spodnie ciążowe (póki co tylko jedne i póki co tylko spodnie, w resztę szczęśliwie się mieszczę ale wiem, że długo to nie potrwa) – 190zł

Z moich wstępnych obliczeń wychodzi zatem 1830zł! Jak nic – stówa na tydzień.

I to pewnie tylko dlatego, że (na szczęście) ciąża przebiega prawidłowo – nie potrzebuje dodatkowych leków i ponadprogramowych wizyt lekarskich i badań.

shutterstock_143045899-1024x678

A przypomnę, że mojego potomka jeszcze przez kilka miesięcy nie będzie na świecie. Za dwa tygodnie czeka mnie usg połówkowe i kolejna wizyta kontrolna u ginekologa – kolejne 350 pęknie.

Ktoś powie, że przecież nie muszę
chodzić do prywatnego gabinetu lekarskiego…

mogłabym iść do przychodni. Szczerze mówiąc nie znam żadnej dziewczyny, która w czasie ciąży korzystałaby tylko z darmowej opieki medycznej.

Nie lubię narzekać na nasze realia, na nasz piękny kraj… ale, jak tak sobie policzę to zastanawiam się, gdzie ta polityka prorodzinna? Jakoś daję radę, zapłacę za te badania, witaminy i wizyty u lekarza, ale co, jeśli ktoś nie ma kilkuset złotych zapasu w budżecie na takie „fanaberie”? Ma nie brać witamin, nie robić dodatkowych badań? Czy po prostu ma sobie odpuścić rodzenie dzieci?

Oczywiście wraz z narodzeniem dziecka
dostajemy od państwa nagrodę
– górę pieniędzy w postaci becikowego :)

Tak, ten uśmiech to jedyne co mogę wpisać w tym miejscu, bo… na co to becikowe nam wystarczy? No nie, że zaraz na nic. Bo jakby się tak dobrze zastanowić, to wystarczy na… łóżeczko z materacykiem (nie jakieś supermodne, ale po co niemowlakowi modne). Wystarczy też na fotelik samochodowy. Ale nie do tego łóżeczka – albo łóżeczko, albo fotelik :) I jeszcze na pół wózka! Chyba, że ktoś kupi używany, to wtedy na cały. Ale znowu przypominam – nie na łóżeczko + wózek (pół wózka). Na sam wózek (tzn. pół) :)

etwaw

Cieszę się bardzo, że niebawem moja rodzina się powiększy! I tylko ta radość i dystans pozwalają mi patrzeć na te koszty z przymrużeniem oka.

Zastanawiam się tylko, co będzie potem.
Wszak koniec ciąży to dopiero początek.

A skoro po wyprawkę dla dziecka pójdzie mój Mąż (z poprzednim dzieckiem też tak zrobiliśmy – ja do szpitala, On po zakupy), uzbrojony po zęby w listę potrzebnych rzeczy (wraz ze zdjęciami, żeby nie pomylić body z pajacykiem) panie ekspedientki i tak naciągną Go na stertę rzeczy nikomu niepotrzebnych – no ale jak to, dziecku nie kupi? :)

shutterstock_51311368

AUTORKA:

Agnieszka – mama szalonego 4-latka, który nie umie usiedzieć na miejscu i przyszła mama Małego Człowieka, który póki co grzecznie siedzi pod sercem, dając cichą nadzieję, że będzie troszkę mniej ruchliwy od brata. Szczęśliwa żona, która lubi swoją pracę zawodową i dzięki mężowi, może spełniać się jako mama i przedsiębiorca – bo On chętnie spełnia się jako tata.

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>