Za nami pierwszy wakacyjny wyjazd w rodzinnym składzie czteroosobowym. Zawsze woleliśmy góry o morza (zwłaszcza morza latem, bo to osobna kategoria), dlatego wbrew wielu podszeptom i logicznym argumentom postanowiliśmy pojechać w Karkonosze. Okolice znane są nam doskonale, bo doliczyliśmy się, że byliśmy tam już 8 razy, dlatego wiedzieliśmy czego się spodziewać. Co jak co, ale..

trudno uznać, że są to tereny idealne na spacery z wózkiem.

Nie mogliśmy też wymagać od Avy, która właśnie skończyła roczek, że na własnych nóżkach dziarsko przemierzy górskie szlaki (choć tutaj nas nieco zaskoczyła). Postanowiliśmy zabrać ze sobą nosidło. Prawdę mówiąc nie wiedzieliśmy, czy nosidło się sprawdzi, bo wcześniej Ava tylko jako maluszek była noszona w chuście, od dłuższego czasu była wożona głównie w wózku lub używałam nosidła biodrowego (o tym w kolejnym poście!).

A12

Trochę wątpiliśmy, czy nasza wyzwolona córeczka, która odkąd poczyniła pierwsze kroki najchętniej samodzielnie przemierza świat, w ogóle da się do nosidła włożyć. Martwiliśmy się też, co będzie w porze drzemki, kiedy akurat będziemy na szlaku, a ona nie jest przyzwyczajona do spania w innej pozycji niż horyzontalna…

No i czy wytrzymam dźwiganie ponad 8kg człowieka – E. owszem – spory facet, więc nie miałam obaw, ale Ava czasem jest „córeczką mamusi” szczególnie, kiedy robi się śpiąca – co wtedy? Czy dam rade ją nosić – zwłaszcza pod górę?

Nasze obawy szybko się rozwiały.

Nosidło Madame Goo Goo, które wybraliśmy, nie tylko jest dopasowane do rozmiaru dziecka (wybraliśmy takie od 12 m-cy), ale także świetnie można je dostosować do rozmiaru rodziców. Szeroki regulowany pas można było idealnie dopasować zarówno do mojego pasa, jak i do pasa E. Podobnie szelki. Konstrukcja pasa sprawiła, że Ava wydawała się o połowę lżejsza, niż podczas noszenia jej na rękach! Idealnie ją odciążał. Ponadto pas ma drobny, ale bardzo przydatny bajer – kieszonkę na telefon czy inne drobiazgi. Ja np. włożyłam do niej smoczek – tylko nie pomyślałam, żeby go na czymś uwiązać i kiedy wyjęłam go w wyciągu… spadł. Wcześniej naliczyłam 4 czapki i 1 kapelusz pod tym wyciągiem – teraz dołączył do nich pomarańczowy smoczek. Nie pytajcie jak wyglądała nasza dalsza podróż z usypiającą Avką bez smoczka… Ale ja nie o tym :)

a4

Wracając do nosidła – bardzo zaskoczyła mnie jego wygoda – dużo czasu sama byłam tragarzem, choć na początku zakładałam, że nie dam rady i to E. będzie musiał ją zawsze nosić. Nawet wybierając wzór odwracałam wzrok od kolorowych piórek i kwiatków, żeby głupio na facecie nie wyglądało ;) Choć liski i niedźwiadki, które ostatecznie wygrały (a nie łatwo było zdecydować, bo wybór jest baaardzo duży) i tak przykuwały ogromną uwagę innych turystów.

Oczywiście nie używaliśmy tego nosidła tylko dlatego, że dla nas było wygodne i ładne. Za nic nie zdecydowalibyśmy się na noszenie Avki w najpiękniejszym nawet „wisiadle”* – to nosidło jest przede wszystkim wygodne i zdrowe dla dziecka – maluch siedzi w nim, a nie wisi na wąskim pasku materiału.

Zaskoczyło mnie także to, że nasza mała buntowniczka potrafiła w nosidle zasnąć! Cudowne było, że mogliśmy się do niej tak bezkarnie poprzytulać – na co dzień czułości zdecydowanie nam reglamentuje – nie ma dziewczyna czasu na głupoty :) A tymczasem np. całą drogę na Śnieżkę przespała – przytulona do taty :) W drodze powrotnej już maszerowała dzielnie, powiedziałabym nawet, że uparcie – za nic nie chciała sobie pomóc, nawet iść za rękę – ot tyle czułości, co przez sen ;)

A16

Jeszcze jedno – nosidło jest stosunkowo niewielkie – nieużywane można zwinąć i spakować do plecaka (choć u mnie najczęściej wisiało w pasie niczym gustowny kuchenny fartuszek :)).
Kiedy Teodor był mały nosiliśmy go w chuście, Avę kilka razy też – jakkolwiek uważam, że chusta jest świetnym wynalazkiem, to jej minusem w porównaniu do nosidła jest czas zakładania i zdejmowania. Może ktoś kto ma większa wprawę robi to szybciej niż ja, ale oplątanie się pięcioma metrami materiału zawsze zajmie więcej czasu niż zapięcie dwóch klamer.

Szczerze polecam Wam to nosidło – nam sprawdziło się w 100% – ponieważ jest w dużym rozmiarze z pewnością będziemy go jeszcze długo używać.

Cieszę się, że nie tylko udało nam się pojechać w góry, ale także po nich pochodzić – to właśnie było naszą główną obawą – czy z takim maluchem w ogóle się da. Nie chcieliśmy brać nosidła turystycznego ze stelażem, bo wydawało nam się, ze Avka będzie usiłowała z niego zdezerterować i jeśli uśnie, nie będzie jej tam wygodnie. Uznaliśmy jednak, że jeśli nosidło Madame Goo Goo się nie sprawdzi, wówczas wypożyczymy na miejscu takie turystyczne – zdecydowanie nie było potrzeby :)

A11

Ps. Nosidło w zestawie ma także dopinany kapturek, którego na szczęście nie musieliśmy używać – pogoda wytrzymała :)

* Wisiadło – urządzenie do noszenia dzieci z wąskim paskiem między nóżkami – dziecko wisi, a jego nóżki dyndają bez najmniejszego podparcia. Wisiadło jest nie tylko niewygodne dla malucha (powieście się sami na sztywnych majtkach), ale także niezdrowe – może prowadzić do dysplazji stawów biodrowych.

a8a5a6a7a9a3a2A14A15a10a1

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Madame Goo Goo. Więcej o nosidłach możecie przeczytać na stronie producenta.

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>