Zawsze czytaj to co podpisujesz! Zasada prosta jak drut. Trzymam się jej kurczowo. Czytam umowy z bankami o rachunki osobiste, firmowe i karty. Czytam umowę kupując samochód, sprzedając samochód, wypożyczając telefon satelitarny i logując się w sklepie internetowym. Nie żebym lubiła czytać umowy, ale rozsądek czytać nakazuje!

Nie raz już dowód osobisty zgubiłam…

(miało to miejsce dokładnie 6 razy), więc i pietra miewałam, że ktoś weźmie kredyt na moje konto. Prawdę mówiąc nie znam nikogo, na kogo wzięto niechciany kredyt, ale krąży legenda, że się da. Zatem czytam te umowy, ubezpieczenia czasem dodatkowo kupuję – wszak zabezpieczać się trzeba na różne okoliczności.

Jak przychodzi do złożenia swojego podpisu na kartce papieru, zaraz człowiek robi się bardziej podejrzliwy… A co jak ten przemiły pan w garniturze chce mnie naciągnąć? Posiedzę, poczytam te 48 stron umowy kredytowej – nie ważne, że nie znam się na frankach – mąż się zna. Ale przeczytać mogę. Muszę nawet.

Nie podpiszę przecież, jeśli nie przeczytam.

I bywam sobie taka podejrzliwa w tych bankach, sklepach i salonach samochodowych. Bywam podejrzliwa nawet u dentysty, jak dokumenty mam wypełnić. W szpitalu nawet! Ale jakoś przez myśl mi nie przeszło, żeby podejrzliwością i podobnym zdrowym rozsądkiem wykazać się… w przedszkolu.

Gadaj zdrów!

Otóż we wrześniu, na pierwszym spotkaniu w tym roku Pani „puściła w obieg” stertę papierów – zgód wszelkiej maści. Zgoda na gimnastykę, karate, angielski, wycieczki, zdjęcia, judo, religię i wiele, wiele innych… Pierwsze 5 pewnie przeczytała, ale później chciałam skupić się na tym, o czym równolegle była mowa podczas zebrania więc odszukiwałam tylko nazwisko na liście i składałam autograf…

I tym sposobem własnoręcznie wpisałam się na listę rodziców chętnych zrobić ciasto na balik karnawałowy! Ja nie umiem piec! Dzieciom groziła zagłada, albo przynajmniej epidemia bólu brzucha. Zaraz po tym, jak skończyłam tworzenie stroju Dinozaura Jedi… (tak! Jedi – Jak Rycerza Jedi z Gwiezdnych Wojen! – Tosiek nie mógł się zdecydować za kogo chce się przebrać więc tworzyliśmy hybrydę dinozaura z rycerzem Jedi!). Zaraz po stworzeniu tego stroju na bal przebierańców wzięłam się za poszukiwaniu przepisu na coś „łatwego” i „szybkiego”. Znalazłam przepis na małe pączucie. Zrobiłam.
Podobno wszyscy przeżyli, ale ile nerwów mnie to kosztowało to wiem tylko ja!

I zdjęcia tych pączków nie mam ani pół… bo w tych nerwach zapomniałam :) Grunt, że Tosiek był zadowolony… Uff!

Od dziś będę czytała WSZYSTKO co podpisuję! Nawet w przedszkolu. A może przede wszystkim w przedszkolu.

12660335_10201409535676182_394677275_n

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>