Łobuzowy blog współpracuje ostatnio z marką Dzidziuś – kosmetyki rozdajemy, testujemy… Nam tzn. Tośkowi i mnie, także trafiła się paczuszka kosmetyków różnych – wszak trzeba wiedzieć o czym się pisze, co ludziom wysyła :)

Wybraliśmy się na spacer, słonko piękne świeciło,
ale wiaterek nieprzyjemny też powiewał.

Przez myśl przeszło mi, że buzię Młodego można by kremem jakimś posmarować. Traf chciał, że dziudziusiowego kremu, który to przypadł nam w udziale, nie zdążyłam wyjąć jeszcze z bagażnika (podobnie jak kasku rowerowego, resoraków, papierowych samolotów – Tośka; rolek, torby treningowej, sandałów – moich, 3 polarów, 1 kurtki, dokumentów – męża, 4 toreb whiskasa – kota, zgrzewki wody mineralnej – wspólnej). Kiedyś woziłam kowadło – ku zdziwieniu pana z warsztatu samochodowego (pewnie by się tak nie dziwił, gdyby nie musiał go wyjmować), ale to historia na inny tekst ;)

T5

Wyjęłam zatem owy krem, doczytałam na opakowaniu, że jest na każdą pogodę – uznałam, że w sam raz – słońce świeci, wiatr wieje – jak na każdą, to na każdą.

Już chciałam posmarować tośkową buzię,
gdy nagle mój Syn uznał, że „ON SAM!”.

Oj… fantazja poszybowała… zobaczyłam oczyma wyobraźni, jak Teodor wyciska cała tubkę kremu na siebie, jak bluza i spodnie kleją się od białej mazi, jak piasek, liście i patyki przyklejają się do niego… No ale przecież nie będę się z nim szarpać.

blog2

Drżącymi dłońmi podałam mu tubkę mówiąc:
„Tylko uważaj proszę, wyciśnij tylko troszkę na paluszek”.

Mój Syn zachował się jak zawodowy tester! Najpierw wycisnął krem na palec (ja wycisnęłabym mniej, ale uznajmy, że jak na niego to wyjątkowo skromnie) i delikatnie namalował na buzi barwy wojenne. Potem powąchał i orzekł, że „całkiem ładnie pachnie”. A potem… potem zaczął pozować do zdjęć! Normalnie nie można uchwycić go w bezruchu, większość zdjęć jest kompletnie rozmazanych a tym razem stał nieruchomo i wpatrywał się w aparat.

blog1

blog3.jpg

Cały czas nie mogłam wyjść z podziwu, że moje dziecko tak ładnie posmarowało buzię kremem i nie pobrudziło się wcale. Dumna bardzo pochwaliłam Go, że jest już taki samodzielny i wzięłam od niego krem, by schować go w torbie.

Tylko czemu… no czemu ja zakładałam, że on tę tubkę zamknął?

I czemu na dodatek postanowiłam ją ścisnąć? No jaką trzeba być amatorką? Jak chlusnęło kremem prosto do torebki (a w niej klucze, kalendarz, tablet i milion innych cennych rzeczy) to… postanowiłam ucieszyć się, że jednak nie na bluzkę – wszak dopiero rozpoczynaliśmy spacer. Tośkowi nawet się nie przyznałam, bo pewnie (jak już mu się kiedyś zdarzyło) spojrzałby na mnie z politowaniem i zapytał „Wycisnęłaś krem do torebki? Naprawdę?” :)

PS. Krem w torebce to nic fajnego, nawet ten Dzidziusia, ale na buzi Młodego sprawdził się jak najbardziej. I nawet, jak na krem ochronny, łatwo się rozsmarował. W torebce też ;)

blog7

blog0

A oto i winowajca… no przecież nie ja ;)
Zdjęcia upapranej torebki nie mam, bo telefon z aparatem też uległ upapraniu. To jest tylko aranżacja na potrzeby wpisu :)

DSC_1456[1]

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>