Wyobraź sobie, że chcesz kupić spodnie. Wyjątkowo dla siebie, nie dla dziecka. Wchodzisz do sklepu, a tam… gdzie wzrokiem nie sięgniesz tylko żółte ubrania. Albo masz ochotę kupić buty, a w sklepie wszelkie odcienie zielonego… nic innego.

Tak właśnie mam, kiedy chcę kupić coś dla Avy, a na działach dla dziewczynek, jakby wszystko z czerwonym i barwiącym wyprano…

Po horyzont – różowe, różowiutkie,
róż pudrowy, róż prosiaczka i róż, róż, róż!

To, że ja nie lubię różowego (no nie lubię, nic nie poradzę), to jedno. Ale nawet jeśli ktoś lubi (znam wielu takich i zaznaczam, że nie mam nic przeciwko :)) to zakładam, że wdzianka w innych kolorach też chciałby córeczce kupić. Ale nie ma łatwo! Nie wiem co to za zmowa sieciówek, czy różowy materiał jest najtańszy czy jak, ale ze świecą szukać na tych ociekających różem regałach czegoś zielonego, żółtego, niebieskiego czy czerwonego. Może ja się nie znam na wszystkich przesądach (z pewnością się nie znam!), ale może jest jakiś zabobon mówiący o szczęściu bezkresnym spływającym na dziewczynkę proporcjonalnie do ilości posiadanych różowych ubrań.

Dziwiłam się kiedyś spacerując ulicami, jak wiele kilkuletnich dam, jest od stóp do głów odzianych we wszelkie odcienie różowego. Wtedy myślałam, że to taka bezlitosna moda w przedszkolu czy szkole sprawia, że rodzice zmuszeni są te modowe koszmarki kupować. Dzisiaj wiem, że ci rodzice często wyjścia nie mają, bo sklepy tylko to im oferują. Jeśli ktoś nie ma czasu biegać po nastu sklepach lub szukać w sieci fajnych ubrań, prawdopodobnie będzie musiał wybierać między ubraniem jasnoróżowym lub ciemnoróżowym. Z cekinami albo z tiulem. I tak od butów, przez majtki, po spinkę do włosów!

Słyszałam wielokrotnie argumenty, że różowy jest piękny,
i taki ach! w sam raz dla dziewczynki.

Kilkukrotnie ktoś dziwił się nawet, że moja córeczka to dziewczynka, bo nie w różowym. A ja się pytam, gdzie jest napisane, że dziewczynka to ma być w różowym, a chłopiec tylko w niebieskim?Swoją drogą szukając jak najdawniejszych inspiracji widzę pewną nieścisłość. A widzę ją już na na… świętych obrazach :) Matka Boska zawsze ma na sobie niebieskie ubranie. Jezus natomiast prezentowany jest najczęściej w różowej szacie.

Nie wiem, czy macie podobne spostrzeżenia, ale chłopcom sieciówki oferują znacznie szerszą gamę kolorystyczną. Niebieskie, granatowe, brązowe, szare, żółte, zielone… wiele kolorów można znaleźć na działach dla małych mężczyzn. Dziewczynki za to stereotypowo wbija się w odcienie od Barbie po prosiaczka. Z drugiej strony, im droższy sklep, tym mniej różowo – wybierając się na zakupy do sklepów droższych marek faktycznie można zauważyć większy wachlarz kolorystyczny. Jak często jednak warto inwestować kilka stówek w ubranka dla kilkomiesięcznego bobasa? Zanim założy to już wyrośnie. A jak nie wyrośnie, to poplami marchewką ;)

Zdaję sobie sprawę, że przyjdzie kiedyś taki dzień,
kiedy Ava sama zacznie wybierać sobie ubrania…

Być może nawet zacznie gustować w różowym… Nie, nie wydziedziczę jej. Nawet nie zabronię noszenia takich ubrać. Będę żyła nadzieją ;) Mam siostrzenicę która, jako kilkuletnia dziewczynka była fanką różu w każdej postaci. Był to jedyny słuszny kolor i nikt nie był w stanie przekonać jej, że inne też bywają twarzowe. Morderczy wzrok prześlicznej blondyneczki sprawiał, że wszyscy doskonale wiedzieli, że królewna Anusia będzie wiodła różowe życie i już! Kilka lat minęło i nastoletnia dziś Anka nadal jest blondynką, nadal egzekwuje wszystko wymownym spojrzeniem i… i tylko to się zgadza.

Dzisiaj to ja kupuję Avie ubrania. Czasem kupuje na dziale chłopięcym – Avka pięknie prezentuje się w błękicie. Czasem w całym sklepie znajduję tylko jedną rzecz, która nie jest różowa i nie ma traktora na klacie. Łatwo nie jest, ale póki mogę decydować – będzie kolorowo, nieróżowo :)
Kilka różowych egzemplarzy ma w szafce, a jakże – każdy z nich to prezent od kogoś ;)

PS. Zastanawiam się z czego to moje nielubienie wynika. Być może dlatego, że każdy nie lubi jakiegoś koloru, albo lubi mniej – u mnie padło na nieszczęsny różowy. Być może też z zazdrości głęboko zakorzenionej ;) Od zawsze byłam ruda i jeszcze piegowata, więc różowy na mnie nie prezentował się zacnie. Moja mama nie bacząc na przedszkolną modę, wbijała mnie w chińskie sukienki w kratkę zielono niebieską, albo w taką brązową w białe grochy… Jak patrzę dzisiaj na zdjęcia z przedszkola, wdzięczna jestem jej bardzo! :)

Na dowód, że walczę z narzucanym – Avka moja piękna, nieróżowa. Jeszcze ;)

ava

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>