Ava od tygodnia ma katar. Niby tylko katar, ale długo coś się to ciągnie i dochodzę do wniosku, że trzeba by ją lekarzowi pokazać. Do naszej przychodni nie ma możliwości dodzwonić się rano. Po prostu nie ma i już! Dziesiątki razy próbowałam. Albo nikt nie podnosi słuchawki, albo jest zajęte. Byłam nawet świadkiem powodu owej „zajętości” – jak za długo dzwoni pani przy uchu, to słuchawka odkładana jest na bok… żeby nie dzwoniła.

Ok, to tylko katar, alarmu wszczynać nie będę. Kontrolnie wybieram numer rejestracji co pół godziny… bez skutku. Nagle o 15.30 zachodzi cudowna zmiana – telefon odbiera pani, ani miła, ani nie miła – odbiera i już. Przedstawiam się grzecznie i mówię, że chcę dziecko na jutro na wizytę umówić (bo nawet nie mam śmiałości liczyć, że da się jeszcze na dzisiaj). I czego się dowiaduję:

jak na jutro, to mam zadzwonić jutro rano.

Tłumaczę, nadal grzecznie, że rano to u nich nikt nie odbiera i nie ma takiej opcji. Że dzisiaj to ja od rana dzwonię i właśnie, tj. o 15.30 mi się udało.

Pani będąca po drugiej stronie słuchawki wpada na genialny w swej prostocie pomysł – to proszę przyjść do rejestracji osobiście o… 7.30! Podkręcając cały absurd dodam, że za oknem leje, a prognozy na jutro nie są bardziej optymistyczne.
Zatkało mnie trochę i pytam (nadal spokojnie!!!) czy ona tak serio i czy ja dobrze rozumiem, że o 7.30 mam maszerować z chorym dzieckiem i drugim (jeszcze) zdrowym do przychodni tylko po to, by zapisać się na popołudnie, bo pani doktor kolejnego dnia przyjmuje od 15.00.

W słuchawce lekka konsternacja…

ale pani nie daje zbić się z tropu i pyta na jakiej ulicy mieszkam. Podaję.
– No to nie tak znowu daleko – słyszę i… i już nie wytrzymuję. Przestaję być miła, choć wierzcie mi, nie lubię być niemiła, ale jak słyszę takie głupoty to ciśnienie niebezpiecznie mi się podnosi.

To naprawdę nie jest istotne, jak daleko od tej cholernej przychodni mieszkam, choć spacerem to jakieś 20 minut drogi. Nie ma też znaczenia to, że drugiego dziecka nie musiałabym ciągnąć ze sobą, bo najprawdopodobniej mąż rano odprowadziłby je do przedszkola… W zasadzie to nawet mogłabym samochodem podjechać. To wszystko nie ma znaczenia. Znaczenia ma za to fakt, że…

pani nie zapisze mnie dziś na jutro bo… bo nie.

Co z tego, że w innych przychodniach można umówić się na jutro, środę czy piątek. Tutaj nie można – bo nie. Bo pani z rejestracji tak się umówiła z koleżankami, tak sobie wymyśliły, że nie będzie na kolejny dzień zapisywać i już. I jeszcze, że telefonów odbierać nie będą – bo nie. Bo to przecież normalne jest, że jak rano dzieci budzą się z gorączką czy kaszlem to matki z całego osiedla zapakują je w wózki i przespacerują się w deszczu, śniegu, mrozie… jakkolwiek będzie akurat na dworze, po to by usłyszeć, że wizytę mają za np. 4 godziny. Pani z rejestracji będzie akurat siedziała sobie w ciepłym pokoiku, popijała herbatkę i jeszcze słuchawkę na bok odłoży, żeby jej za bardzo nie brzęczała!

Bo ja akurat mogłabym te osobiste zapisy (nie wierzę, że  w XXI wieku żyjemy!) jakoś zorganizować, ale wyobraziłam sobie co by było, gdyby akurat mój mąż gdzieś wyjechał. Oboje dzieciaków by się rozchorowało, samochodu nie miałabym do dyspozycji i co… Przychodnia dziecięca, pani wiekowo wskazuje niby na spore doświadczenie, a wykazuje taki brak empatii i chęci zrozumienia, że pojąć tego nie mogę.

Nie cierpię ludzi z betonu!

Miałam nadzieję, że wszystkie betonowe instytucje jakiś czas temu odeszły w zapomnienie, a tu taka niespodzianka. Na własnym poletku.

Powiedziałam pani co myślę o tych zasadach, o ich „widzimisię”… zagroziłam imienną skargą i… rano zadzwoniłam do przychodni. Za drugim razem ktoś podniósł słuchawkę! Wizyta zaplanowana na 17.10. O wyznaczonej godzinie wepchnęłam wózek do poczekalni, panie w rejestracji dość niewyraźnie odburknęły mi „dzień dobry”…

Mam w nosie, co one sobie o mnie myślą po wczorajszej awanturze. Cieszę się za to, że wiedzą co ja myślę o ich systemie. Zwłaszcza, że brakło im argumentów do obrony owych „ustaleń dotyczących zasad rejestracji”.
I okazało się, że nawet o 8.15 można telefon odebrać… niesamowite ;)

13014806_10201685417813063_428541452_n11

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>