Nie lubię być porównywana do nikogo. Pewnie nie tylko ja. I nie chodzi tylko o porównania, w których wypadam niekorzystanie. Z zasady mi niefajnie, kiedy jestem, mimo woli, stawiana w szranki z kimś – ten ktoś też pewnie mimo woli.

Nie chodzi tylko o fizyczne porównania, ale też inne zupełnie: jak gotuję, jak auto prowadzę, jak mieszkanie urządziłam, jak dziecko wychowuję, jaki mam samochód… Każdy jakoś gotuje (chyba, że nie gotuje), jakoś mieszka i, o ile dziecko posiada, to je wychowuje. Jeśli ma samochód, to też ma jakiś. I ten samochód po prawdzie jest jedynym, co mogę mieć z tym drugim kimś jednakowego. Reszta zawsze będzie inna. W innych porównaniach, ktoś będzie musiał być zwycięzcą, a ktoś przegranym. Ale ja nie o sobie chciałam…

O dziecku, dzieciach właściwie miała być mowa.

– Kiedy Tosiek zaczął chodzić?
– Jak miał 10 miesięcy.
– Serio, tak wcześnie? Mój ma już 13 i jeszcze nie chodzi. Chyba jest jakiś opóźniony.
Co? Jak tak można o własnym dziecku? Jakkolwiek w zawodach pt. „pierwsze kroki dziecka” jestem z reguły mimowolnym zwycięzcą, jakoś nie cieszy mnie to pierwsze miejsce.

aaa8

Teodor w ogóle był „hej do przodu” także w innych dziedzinach – zęby szybko mu wyrosły (i równie szybko pierwsze stracił!), siadał (za) wcześnie, mówił szybciej niż rówieśnicy. Niemniej jednak jego wyrywanie się w dorosłość nie budziło mojej dumy, czasem raczej lęk, czy to aby nie za szybko.

Najbardziej jednak martwiły mnie te okołopiaskownicowe pytania – wszystkie mamy zebrane wokół dołu z piachem, w którym przesiadywały ich pociechy pytały. Jeden z dialogów brzmiał mniej więcej tak:
– A ile on ma?
Czego ma? Myślę sobie… zębów, foremek w piachu… no wiem, że o wiek chodzi, ale z założenia pytanie takie mnie wkurzają.
– 2 i pół roku – odpowiadam grzecznie, choć już zastanawiam się jak uciec…
– A nie więcej? – pyta dociekliwa mama bobasa. Naprawdę spodziewała się, że pomyliłam się z podanie wieku własnego dziecka?
– Nie. Zdecydowanie ma 2 i pół.
– I tak ładnie mówi? – no przecież słyszysz głupia babo jak mówi! – Mój to jeszcze nie mówi a ma 2 i 8miesięcy.
Zbieram powoli tośkowe zabawki z tej piaskownicy i chcę uciekać. Nie lubię takich pogawędek. Zwłaszcza z obcymi. Bo co ja mam jej powiedzieć? „Proszę się nie martwić?”, „Ma jeszcze czas?” a może po prostu „To rozmawiaj z NIM babo, zamiast obcych ludzi zagadywać”.

Jeszcze lepsze są sytuacje okołochorobowe.

Mijam z synem, wówczas już prawie 4-letnim, znajomą (znajomą – bo ją znam, ale koleżankami raczej nie jesteśmy). Jest lato a młody kicha, wszak alergik.
– Oj, widzę, że malutki chory? To pewnie ten wirus, co moja go miała w ubiegłym tygodniu. Tak samo kichała. Niech mu pani poda lek XYZ. I najlepiej inhalacje z ABC.
Zaniemówiłam. Owa znajoma, nie tylko w ciągu 15 sekund zdążyła go zdiagnozować, ale jeszcze stosowny specyfik polecić. Brakowało mi tylko, żeby wyjęła z torebki kupon ze zniżką na te leki. Taki sytuacji jest mnóstwo.

aaa.9

Nie wiem z czego wynika ta chęć
porównywania dzieciaków.

I dołowania przy tym własnych dzieci właśnie. Bo, że jeszcze nie mówi, że nie chodzi jak inny rówieśnik… i co z tego? Zacznie, jak przyjdzie jego pora.
Martwię się o te dzieciaki, które już w pierwszych chwilach swojego jestestwa na tym ziemskim padole są stale z kimś porównywane. I to przez własnych rodziców, babcie, ciocie. Co będzie później? Wiecznie będą stawiane w szranki z innymi? Bo dziecko sąsiada jest mądrzejsze, córka cioci Frani ładniejsza, a Antek z 5B szybciej biega?

Nie róbmy tego swoim dzieciom. Są takie a nie inne. A powinnością rodziców jest kochać je i akceptować właśnie takimi. Wszak to krew z krwi. Amen.

aaa6aaa1

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>