Zacznijmy od tego, że nie jestem zwolenniczką przewijania dziecka w miejscach publicznych. Z kilku powodów, o tym za chwilę. Dlaczego zatem chcę odnieść się do felietonu Agnieszki Kublik? Link TUTAJ. Pewnie dlatego, że mam dziecko. Pewnie dlatego też wiem rzeczy, których autorka felietonu nie wie – choć wydawało mi się, że nie trzeba być rodzicem, by niektóre rzeczy wiedzieć. Ale do rzeczy.

Jak już wspomniałam – nie jestem zwolenniczką przebierania dziecka w miejscach publicznych. Z dwóch powodów. Po pierwsze – tak jak autorka felietonu

nie uważam, że to fajne
patrzeć na brudna pieluchę.

Nie ma znaczenia, czy to w restauracji, na placu zabaw, czy na dworcu. Nie jest fajne i już.

pieluchy 2

Po drugie – o godność mojego dziecka chodzi. I to chyba jest jeszcze ważniejsze niż punkt pierwszy. Maluchowi teoretycznie wszystko jedno, ale czy to nie rodzice są od tego, by pilnować, żeby takiego malca od początku traktować jak Człowieka?

Nie korzystam z toalety
przy otwartych na oścież drzwiach

dlaczego więc moje dziecko ma ktoś oglądać w takiej, nazwijmy to – skrajnie intymnej sytuacji. Co prawda słyszałam kiedyś powiedzenie „niech się wstydzi ten, kto widzi”, ale jakoś bardziej bym się wstydziła będąc tą „widzianą”.

A skoro jesteśmy już przy godności – to jest własnie miejsce, w którym skrajnie nie zgadzam się z autorką wspomnianego felietonu. Skoro…

dbam o godność mojego dziecka

(o zdrowiu nie wspominam, bo dla wielu to oczywiste, choć dla Autorki pewnie mniej…) to czy powinnam pozwalać, by tkwiło ono w brudnej pieluszce bo… komuś może przeszkadzać to, że je przebieram?
Nie bardzo też rozumiem pomysł przewinięcia dziecka tuż przed wyjściem do restauracji… Tak to już jest z dziećmi (i nie tylko), że trudno przewidzieć, kiedy akurat zechcą się załatwić. No chyba, że to sugestia, że rodzice wyszli już z domu z pełną pieluchą, ale pozostawię to bez komentarza…

Autorka sama przyznała, że w toalecie nie było przewijaka, podrzuciła jednak „świetny” pomysł: mama dziecka mogła skorzystać z pomocy taty i mimo wszystko, przewinąć dziecko w toalecie. Gdzie? Na podłodze? W umywalce? Jak bardzo trzeba nie mieć wyobraźni?

pielucha1

Żeby była jasność pragnę jeszcze raz podkreślić, że wcale nie popieram przewijania dziecka przy stole w restauracji, na oczach innych gości. Gdybym sama znalazła się w podobnej sytuacji pewnie zapytałabym personel o jakieś ustronne miejsce. Gdyby jednak okazało się, że nie ma ratunku i muszę przewijać na kanapie przy stoliku prawdopodobnie poprosiłabym męża, by zasłonił nas na tyle, aby nikt nie oglądał całego procesu. Nie wsiadłabym jednak w samochód, aby wieźć dziecko przez pół miasta z brudna pieluchą, by zmienić mu ją w domu.

I na koniec jeszcze jedna refleksja

Matka bywa pogardliwie traktowana przez niektóre (zaznaczam – niektóre) „niematki”, kiedy siedzi w domu, nie spotyka się ze znajomymi, nie odwiedza restauracji, galerii i…

czeka tylko, kiedy jej mózg
zamieni się w kaszkę mannę.

Niedzieciate specjalistki dobrze wiedzą, że przecież dziecko wcale tak nie ogranicza, że wszystko można, tylko chcieć trzeba. Kiedy jednak znajdzie się jedna, czy druga, która do pracy szybko wróci, do restauracji wyskoczy, odwiedzi wernisaż z nosidełkiem na piersi to wtedy okazać się może, że jej dziecko… zrobi kupę, zwymiotuje lub się obślini bo ząbkuje. I okazuje się, że lepiej by było, jakby w domu w tym dresie siedziała a nie gorszyła kulturalnych ludzi.

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>