Siedzę w poczekalni u lekarza, to jedna z ostatnich moich wizyt, wszak to już 37 tydzień ciąży. Na szczęście w poczekalni klimatyzacja chłodzi i sporo wolnych krzeseł stoi, więc moje gabaryty małego wieloryba specjalnie mi nie przeszkadzają.

Po drugiej stronie poczekalni siedzi dziewczyna, na oko w moim wieku.

Szczupła taka, ładna
i dżinsy ma normalne tzn. biodrówki.

Jejku, kiedy ja ostatnio moje biodrówki widziałam? I kiedy znowu je założę… tylko bez dołowania. Miałam zdać relację, a nie się nad swoim ciężkim (w wagowym sensie) losem użalać.
Wracając do dziewczyny, jest brunetką. Niby nieistotne, ale warto zaznaczyć, że to wcale nie jest stereotypowa blondynka. Poza tym kolor włosów przyda się zaraz do odróżnienia Jej od koleżanki.

Właśnie koleżanka – po kilku minutach do poczekalni wchodzi druga dziewczyna – tym razem blondynka. Też szczupła (no chyba się uparły na mnie), też w dżinsach dopasowanych. Dziewczyny zaskoczone swoim widokiem witają się serdecznie, wymieniają kilka zdań grzecznościowych, siadają obok siebie i się zaczyna…

  • Co Ty tu robisz? – pyta koleżanka – blondynka.
    No ciekawe co można robić w poczekalni u ginekologa… Wiem złośliwa jestem, ale ja jestem gruba a one nie, coś mi się należy ;)
  • Na pierwszą wizytę przyszłam, w ciąży jestem!
    Ha, też niedługo będziesz gruba – myślę sobie w duchu ;)

Obie dziewczyny piszczą radośnie, jakie to super, że ciąża, że dzidziuś, że te wszystkie słodkie ciążowe ubrania. Chyba nie dostrzegły mnie siedzącej naprzeciwko, bo wiele bym o swoich ubraniach powiedziała, ale nie określiłabym ich jako „słodkie”. Słodkość ubrań kończy się na rozmiarze M! Choćby z najnowszej ciążowej kolekcji były.

Wracając do dziewczyn, po piskach i uściskach zaczyna się poważna rozmowa.

  • Który to miesiąc? – pyta blondynka
  • No co ty! Widać, że w ciąży nie byłaś, ciążę to się w tygodniach podaje. U mnie już 8 tydzień się zaczął.
  • Super. A jak się czujesz?
  • No wiesz, niby dobrze, ale słabo mi trochę i mdli mnie i Sławkowi powiedziałam, że perfumy zmienić musi i palenie rzucić. Perfumy już dawno mnie drażniły więc jest pretekst a palenie też by wreszcie mógł.

Trudno z tym paleniem się nie zgodzić, ale po tekście o perfumach myślę sobie, że dalej będzie ciekawie.

  • No właśnie, co Sławek na to? Cieszy się pewnie. – dopytuje koleżanka
  • No jasne! To właściwie jego pomysł z tym dzieckiem, od roku o niczym innym nie mówił. Chciał, to niech ma. Skoro już mam być w tej ciąży to chociaż teraz sobie użyję…

I tutaj zastanawiam się czego ja nie wiem. Jest coś, jakaś nagroda dla ciężarnych, o której ja nie wiem i czuję się oszukana. Zaraz ciąży koniec, a ja nie mam pojęcia jak można „użyć sobie”.
Brunetka kontynuuje…

  • No wiesz, jak dwie kreski pojawiły się na teście to od razu powiedziałam mu, że tak słabo się czuję, niech nie myśli, że teraz będę wszystko robić jak do tej pory. Myślę, że zaraz pójdę na L4 i będę odpoczywać.
  • No jasne, nie ma co czekać. Jak możesz, to od razu idź na zwolnienie – wtóruje blondynka.

A… więc to o to chodzi. Ale to nie koniec.

  • Sławek przywiózł mnie tutaj i czeka w galerii na dole, przecież nie mogę w tym stanie prowadzić samochodu… – ups. Ale ja głupia jestem! 37 tydzień, a ja autem przyjechałam i bujałam się 15 minut po okolicy, żeby miejsce parkingowe znaleźć. A trzeba było męża z pracy wyciągnąć, powiedzieć, że w ciąży to się nie prowadzi i po kłopocie. Moja naiwność zaczyna mnie dobijać…

Później dowiaduję się też, że brunetka ze swoją 8 tygodniową ciążą była już w sklepie odzieżowym dla ciężarówek i ma już nawet pierwszą parę dżinsów z gumą! Doczekać się nie może, kiedy będzie je nosić (oj, jeszcze się nanosi!). Sławkowi biednemu wciska też, że plecy ją bolą, więc nie gotuje, bo za długo musiałaby stać w kuchni.

No i już odmówiła niedzielny obiad u jego rodziców, bo ona musi teraz… wypoczywać!

Ponadto Sławek (pewnie jeszcze biedny o tym nie wie, ale ja już wiem) długo teraz nie wyjdzie z kolegami na piwo, oj długo. W razie, gdyby mu się jednak zachciało i nie wykazałby wystarczającej empatii w planie są ból głowy, mdłości i… skurcze!

Popołudniami brunetka zatem leży i cierpi. Wydaje jeszcze polecenia, bo teraz tyle jest tych pysznych owoców, więc tylko pisze do Sławka, co ma jej kupić w drodze do domu. Sławek oczywiście kupuje wszystko, bo przyszła matka musi się zdrowo odżywiać. Kupuje też słodycze, bo to zachcianki ciążowe przecież, więc nie można odmówić. Sławek zatem kupuje, gotuje, perfumy zmienia i palenie rzuca.

I to w 8 tygodniu… co będzie potem – nie wiem.

Chwilę później zostaję zaproszona do gabinetu, kiedy wychodzę mijam obie dziewczyny, które nadal dyskutują o tym, co można „ugrać” na tej ciąży, jak biednego Sławka porobić.

W pobliskiej galerii gdzie zaparkowałam samochód (po 15 minutach poszukiwań naziemnego miejsca do parkowania) rozglądam się za uciemiężonym Sławkiem, co to chciał dziecka. Może w perfumerii szuka nowego zapachu, albo kupuje tabletki wspomagające rzucenie palenia.

Żal  mi chłopaka strasznie, ale może to Jej powinno być mi żal – nie wie dziewczyna co ją czeka. Bo jak faktycznie zaczną się mdłości i boleści, jak w krzyżu zacznie łamać, hemoroidy się pojawią czy plamy na skórze… to sobie ugra dopiero ;)

Na koniec i tak stwierdzam, że najbardziej naiwna w całym zestawie to jestem ja…

Samochodem jeżdżę, pracuję, gotuję, zakupy robię i po schodach chodzę. I jeszcze mąż mój wychodzi czasem z kolegami, a mi przez myśl nie przeszło, że na tej ciąży to coś „ugrać” bym mogła…
Tzn. ugram, wszak dziecko będę miała :)
Ale przy kolejnej ciąży muszę poważnie przemyśleć moje zachowanie.

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>