Przeprowadzamy się. Klamka zapadła. Za 3 tygodnie przenosimy się z podmiejskiej sypialni do centrum. Większe mieszkanie, blisko do… wszędzie blisko! Tylko do tośkowego przedszkola daleko. Na tyle daleko, że nie będziemy codziennie go tam wozić. Trzeba zmienić przedszkole.

To obecne jest nowe, jasne, piękne, przyjazne, dobrze nam znane i prywatne. Poza ostatnim z punktów oczekiwaliśmy niemal tego samego w nowym, którego zaczęliśmy szukać w okolicy nowego miejsca zamieszkania.

Rozpoczęliśmy tournée po przedszkolach.

Naturalnym zupełnie wydało nam się skierowanie pierwszych kroków do przedszkoli prywatnych. Piękne, nowoczesne przestrzenie. Panie dyrektor, niczym specjalistki ds. sprzedaży uśmiechnięte, modnie ubrane i przemiłe miały dla nas mnóstwo czasu, częstowały kawą i pokazywany niemal każdy zakamarek ślicznych przedszkoli. Od razu pytały o imię naszego syna i przedstawiamy nam potencjalną „ciocię” Tośka – wychowawczynię grupy, do której miałby dołączyć. Po całej profesjonalnej prezentacji w przesłodkiej atmosferze następowało odsłonięcie tajemnicy największej – wysokości czesnego. Najniższa krajowa by nie wystarczyła.

Dziecku skąpić nie będę!

Nasze dotychczasowe – prywatne było mocno dotowane przez gminę i jego koszt był mniej szokujący. Niemniej jednak, otumanieni przemiłą atmosferą i odurzeni dobrą kawą, gotowi byliśmy od razu wypełniać niezbędne dokumenty – przecież na dziecku nie będziemy oszczędzać. Na szczęście już wcześniej ustaliliśmy, że nie zdecydujemy się na pierwsze przedszkole, póki nie zapoznamy się z ofertą innych.

lj

Znajomi, których maluchy chodzą do przedszkoli w centrum miasta zastanawiali się głośno, czemu szukamy przedszkola prywatnego. No jak to? Przecież chcemy dla dziecka jak najlepiej! No dobrze…

Postanowiliśmy sprawdzić także publiczne placówki.

Przekraczając próg pierwszego z nich wsiadłam do wehikułu czasu i przeniosłam się do mojego dzieciństwa, mojego przedszkola. Wszystko wyglądało jak z lat 80-tych. Nawet panie jakieś bardziej podobne do tych, które sama pamiętam. Nic to, nie będziemy sądzić po pozorach. Popytamy, porozmawiamy z dyrekcją.

Tutaj panie miały dla nas mniej czasu i kawą nie częstowały. Nawet folderów reklamowych nie było. Dzieci jednak – wcale nie mniej uśmiechnięte. Kolorowych prac na ścianach – wcale nie mniej. Radosny harmider wcale nie mniejszy, może nawet większy.

Ale nadal te prywatne przedszkola
jakieś takie ładniejsze, nowsze były…

I angielski codziennie, i koncerty muzyki poważnej, i zajęcia w sali z kulkami i materacami. I judo, i basen, i tenis, i narty zimą. Ale w publicznym wycieczki do lasu i zoo… I muminki na ścianach… Ale w prywatnym sala kinowa i zajęcia art&english… Za to w publicznym pani dyrektor szczera i sympatyczna i widać, że dzieciaki ja ubóstwiają… Ale w prywatnym łazienki takie nowoczesne i dywan puszysty… Ale publiczne 8 razy tańsze… Za to w prywatnym zabawki w ogrodzie takie designerskie… A w publicznym owoce w sali do podgryzania w ciągu dnia…

Właśnie – podgryzania!

Sama czuję się podgryziona z nerwów. Nie przeprowadzką się martwię. Nie tym, że mebli wszystkich nie mam. Że rolety muszę zamówić, zamki zmienić, umowę dopiąć, ściany odmalować… nie! Ja od kilku nocy spać nie mogę bo z myślami się biję, bo przedszkola mi się śnią. Czy jemu na pewno potrzebne są te wszystkie zajęcia dodatkowe? Przecież on ma 4 lata. No dobrze – 4 i pół. Ale czy serio ważne są dla niego wycieczki do muzeum narodowego? A może tak mówię bo skąpstwo przeze mnie przemawia? Nie, akurat tego w kontekście mojego dziecka zarzucić mi nie można. To 110 cm wzrostu chodzi w butach droższych niż ja! Ustaliliśmy, że jeśli publiczne nie spełnią naszych oczekiwań to wybierzemy prywatne. I kolejna noc nieprzespana…

Co jest dla dziecka ważne?
Dywan puszysty czy atmosfera?

W końcu zdecydowaliśmy. Zostaje to od muminków. Z sympatyczna panią dyrektor, wycieczkami do lasu i owocami w sali. Że angielskiego mało? dziadka Anglika trzeba będzie bardziej zmobilizować do nauki wnuka a i tyle zaoszczędzimy, że na dwa jeżyki możemy dodatkowo go zapisać. I gokarty jeszcze.

Nie wiem czy to dobra decyzja. Boję się, że jeszcze ją zmienię, chyba dlatego pisze ten tekst, żeby było, że klamka zapadła :) Po świętach idziemy poznać nową wychowawczynię i pokazać przybrane przedszkole Tośkowi – grunt, żeby jemu się spodobało. Jak na 4-latka przystało – bardziej zależy mu na zabawie niż na koncertach muzyki poważnej więc liczę, że nie zarzuci nam skąpstwa.

qr

 

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>