„Nigdy nie przyjmuj rad od osób, które nie osiągnęły tego, co ty chcesz osiągnąć.” – to zdanie wypisałam sobie na pierwszej stronie mojego notesu. Po co? Po to, by się nie przejmować. Nie przejmować się setkami rad, które wiecznie słyszę. Rad skrajnie różnych, niczym nie popartych, rad zasłyszanych od „kogoś”, przeczytanych „gdzieś”.

Gdy czegoś nie wiem – pytam. Gdy chcę zasięgnąć czyjejś opinii – zwracam się do tej osoby, która moim zdaniem może mieć w danym temacie wiedzę. Nie do wszystkich jak leci, nie do każdego kogo akurat napotkam.

W piekarni nie pytam, które żarówki są lepsze, w sklepie elektrycznym nie spytam o bułki. Czemu zatem psycholog ma mi doradzać, jak wymienić oponę, skoro mogę spytać o to mechanika? Dlaczego pytać sąsiadki o objawy chorób, skoro od tego są lekarze?

Nie radź mi…

jak pływać, jeśli sam pływasz tylko z dmuchanym kołem,
jak piec tort, jeśli umiesz zrobić tylko muffinki z paczki,
jakie leki wybrać dla dziecka, jeśli nie jesteś po medycynie,
jak rozmawiać z dziećmi, jeśli Twoje nie lubią z Tobą rozmawiać,
jak czyścić dywan, jeśli ja nie mam dywanu…,
jak urządzać dom, jeśli nie jesteś projektantem wnętrz,
jak prowadzić bloga, jeśli sam nie masz sukcesów na tym polu,
jak usypiać moje dziecko, skoro Twoje jest inne,
jakie buty do biegania wybrać, jeśli sam nie biegasz.

Nie radź mi, jeśli nie jesteś specjalistą w danej dziedzinie. Jeśli jesteś – chętnie wysłucham. Ba, sama zapytam właśnie Ciebie, jeśli będę potrzebować rady „z Twojej” działki.

I nie oceniaj mnie. To jakim rodzicem dzisiaj jestem najlepiej ocenią moje dzieci. Za jakieś 15-20 lat.

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>