Chcę to mieć! Mamo kupisz mi taką piłkę? Mamo, kupimy te klocki? Mamoooo, chciałbym te lego! Mamo, zobacz jakie fajne to w reklamie…

Znacie? Pewnie, że znacie! Jak ktoś twierdzi, że nie zna, to i tak nie wierzę – choćby dlatego, że to nieładnie zazdrościć. O ile nie żyjecie w buszu, to Wasze dziecko każdego dnia narażone jest na zerkanie tęsknym wzrokiem na różne „cuda”. Jeśli dodatkowo macie telewizor, to w nim są reklamy… Zło największe, które sprawia, że wszelkie klocki, lalki, auta i inne plastikowe kosztowności każdego dnia wbijają się w główki Waszych Pociech i wmawiają im, że tylko dzięki nim będą się super bawić.

Reklamy kłamią!

Właśnie, kłamią! I tę prawdę od początku, kiedy Tosiek kumał o co w świecie chodzi, starałam mu się wpoić. Tłumaczyłam Pociesze mojej, że ten samochód, co tak śmiga w reklamie, to on tak naprawdę sam nie jeździ… Że motylki plastikowe same nie latają i ciastolina sama się nie ulepi w te cudowne figurki. Zasada była prosta – nie kupujemy nic z reklam. Tosiek zerkał czasem na telewizor wielkimi oczami, ale zasadę znał, była nie do złamania.

Czas mijał, Tosiek rósł, przekalkulował po swojemu…

Prawdę mówiąc nie wiem, jak do tego doszło, ale wspomniana wyżej zasada przestała funkcjonować. Pierwszy chyba złamał ją Święty Mikołaj, który przyniósł pociąg lego i okazało się, że mimo reklamy jest… bardzo fajny. Potem potoczyło się już górki. Każda reklama zabawki w telewizji okraszona jest pytaniem „Mamooo, kupimy to?” Z wizytami w sklepach jest podobnie – robię zakupy w markecie spożywczym, ale obok jest sklep z zabawkami. I on – ten sklep, ma wystawę. A na niej cuda same ustawione.

Mamoooo, kupmy ten wiatrak…

Jasne. Może od razu dwa. Czemu ograniczać się do jednego? To tylko półtorametrowy drąg na baterie z wielkimi łopatami. Uważam, że wystawy sklepów z zabawkami powinny być zakazane tak samo, jak wystawy sex shopów! I do obu wstęp powinien być tylko dla dorosłych. O ileż prostsze byłoby życie rodzica…

Ale do meritum, skoro reklam zabawek w tv nie da się zakazać, wystaw sklepowych też nie… Skoro nawet w sklepie spożywczym możemy natknąć się na jajka z niespodzianką, zabawki i książeczki – my, rodzice – musimy sobie jakoś radzić.

Jak nie dać się naciągnąć?

1. Nie zabierać dziecka na zakupy – jak nie będzie miało obiektu westchnień w zasięgu małej rączki, to zdecydowanie prościej będzie jej nie kupować. Oczywiście nie wszyscy mogę wykorzystać ten cudowny sposób. Dotyczy on tych, którzy na czas shoppingu mogą zostawić Malucha u dziadków, cioć czy w przedszkolu.

2. Umów się co kupicie – jeśli możesz sobie pozwolić na kupno jakiegoś drobiazgu (żelki, jajko z niespodzianką itp.), o który Maluch i tak będzie prosić, umów się z nim, że na zakończenie wizyty w sklepie pozwolisz mu to kupić… ale, nie ma nic za darmo. Ty pozwolisz na zakup upragnionego drobiazgu pod warunkiem, że podczas całej wizyty w sklepie Pociecha nie będzie próbowała naciągnąć Cię na inne „cuda”. I radzę trzymać się tej umowy – jeśli mimo zawarcia układu Brzdąc będzie marudził przy każdej mijanej półce, przebolej lejące się łzy i atak histerii przy kasie – jeśli tym razem nie kupisz tego jajka jest szansa, że podczas kolejnych zakupów Maluch będzie bardziej się pilnował.

3. Metoda na „zapomnienie” – osobiście moja ulubiona metoda, bo u nas działa bezbłędnie. Chodzi o to, że kiedy dziecko bardzo usilnie namawia Cię na zakup „tego czegoś” i za nic nie daje się przekonać, że zakup nie jest najlepszym pomysłem umów się z nim, że jeśli jutro/pojutrze/w piątek, nadal będzie tak usilnie pragnął owego „czegoś” i Ci przypomni, wówczas wrócicie po tę zabawkę. Może macie bardziej pamiętliwe dzieci, ale u nas słomiany zapał Tośka jest gwarantem powodzenia takiej strategii – jeszcze nigdy nie przypomniał!

4. Kieszonkowe – ten sposób dotyczy głównie starszaków. Wolnoć Tomku w swoim domku – za otrzymaną pulę pieniędzy dziecko może sobie kupić, co tylko dusza zapragnie – nie ingerujcie wówczas w wybór, niech wyda nawet na największy badziew – jak się zepsuje jeszcze przed wyjściem ze sklepu, może kolejnym razem poradzi się rodzica :) Oczywiście brak ingerencji dotyczy poruszania się w obszarze zabawek dozwolonych – jeśli macie zasadę, że nie kupujecie nigdy np. pistoletów, to nawet w ramach wolności wyboru, pistolet jest na cenzurowanym.

5. Lista Must Have – jeśli dziecko wślepia się w reklamy, a Wy i tak co jakiś czas ulegacie i kupujecie mu kolejną zabawkę, możecie zapanować nad takimi wydatkami. Za każdym razem, kiedy kolejny reklamowany produkt wpadnie Malcowi w oko i „będzie musiał go mieć” wpiszcie go na listę rzeczy do kupienia. Umówcie się, jak często realizujecie zakup pojedynczej rzeczy z listy np. raz na dwa tygodnie (wiem, że to dość często, ale kazanie Maluchowi czekać miesiąc będzie dla niego katorgą – lepiej zadbajcie, żeby na listę nie trafiały rzeczy zbyt drogie ;)).

No dobrze, to skoro już się powymądrzałam, to czas się przyznać, że sama od czasu do czasu daję się naciągnąć na kolejnego dinozaura, kolorowankę… książki kupuję, bez namawiania, bardzo chętnie. Lubię sprawiać Tośkowi przyjemność. Są jednak rzeczy, których nie kupujemy z zasady np. wszelkie pistolety.

Dwa razy zdarzyło nam się zaliczyć płacz w kolejce do kasy,
był też lament na podłodze.

Uśmiechnęliśmy się z mężem z politowaniem, zapytaliśmy Tośka czy mu tak wygodnie i kiedy widział, że żadne z nas nie wykonuje nerwowych ruchów, nikt nie próbuj zmieniać jego zachowania i postawić go do pionu to… wstał.
W takiej chwili w żadnym wypadku nie ulegajcie presji dziecka, ani otoczenia. To, że ktoś krzywo patrzy na Was, bo dziecko lamentuje na podłodze niech nie sprawi, że ulegniecie i „dacie się naciągnąć”. Wtedy dopiero zrobicie sobie krzywdę! Maluch nauczy się jedynie tego, że jak rodzice nie chcą kupić, to trzeba paść na glebę w tłumie, włączyć syrenę i zaraz kupią, żeby wstydu nie było.

Zatem, drodzy rodzice – tylko silna wolna, cierpliwość i dystans mogą nas uratować.
Jakie macie metody na próby naciągania? Każda skuteczna rada jest na wagę złota :)

1269975_69331015

zakupy

 

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>