- Tato ja chcę latać.
– Jak latać?
– No tak… żebyś ty mnie latał.
– A! Mam cię podrzucić?
– TAK!

No i latali…

Rzecz działa się na terenie aeroklubu i nad nami latały też spadochrony i balony nawet! Piękne to niebo, ale postać mojego patyczkowatego syna, fruwającego na jego tle jakoś nie zachwycała tak, jak widok balonów. Niby Tosiek ładniejszy znacznie od takiego spadochronu. Od balonów też ładniejszy. Ale jakoś… mniej naturalnie lata :)

Może dlatego, że nie lata, tylko spada…

Tak czy siak, każdy jego „lot” powodował we mnie paraliż i zimne poty! Mój mąż należy raczej do tych silnych, syn natomiast do tych chudych – nie było więc obawy, że go nie udźwignie czy upuści. Ale, ale… no właśnie! Tosiek jest szczuplutki! A jak się wyślizgnie? Ruchliwy tez jest! Co, jeśli w locie się obróci nieprzewidzianie i wypadnie z rąk?

Gdybym puściła wodze fantazji to pewnie wyobraziłabym sobie nawet, jak zahacza o lecący balon, który porywa go w przestworza…

Fotor0902111355

Kiedy tośkowy tata zauważył, że trochę zanadto zbladłam, postanowił przerwać latającą zabawę. Oczywiście nie spotkało się to ze zrozumieniem Teodora.

– Tato! Ja jeszcze chcę latać!
– Nie, bo mama dostanie zawału.
– Dostanie zawału…? A od kogo?

No i co? Kolejne pytanie z serii „zatkało kakało”! :)

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>