Podobno z wiekiem człowiek mądrzeje. A może nawet dziadzieje. A może odpowiedzialny bardziej się robi… lub zwyczajnie strachliwy. Niemniej jednak podejmowanie decyzji o powiększeniu rodziny wygląda nieco inaczej. Kiedy miałam 27 lat – rzucałam monetą. Razem rzucaliśmy – mądra ja, I równie mądry On. Moneta miała zadecydować, czy kupujemy drugiego kota (bo ten pierwszy jest samotny) czy może jednak idziemy w nieznane (z kotem mieliśmy już doświadczenie) i decydujemy się na dziecko.

Zawsze lubiliśmy ryzyko i dreszczyk emocji, kiedy więc moneta zadecydowała o dziecku – podjęliśmy wyzwanie… Ledwie zdecydowaliśmy – dwie kreski pojawiły się na teście.

Radość wielka, ale…
trzeba świat do góry nogami poprzewracać.

Dzisiaj sama nie wierzę w to, co piszę. Jakieś egzaminy na dziecko powinny być! Zanim mogłam samochód prowadzić kurs musiałam przejść, egzamin zdać! Dziś myślę, że kurs na rodzica powinien trwać długo i przypominać selekcję do służb specjalnych. Nic to, selekcji nie było. Urodził się Syn. Oszaleliśmy.

Minęły 4 lata. Syn od jakiegoś czasu domaga się rodzeństwa. Fajny Syn nam się udał, czemu nie dać światu kolejnego cudu? (Bo kota drugiego nie chcemy).

Czy ponownie rzuciliśmy monetą?
Nic z tych rzeczy!

Okazało się, że sprawa mojej ciąży to nie tylko sprawa moja i Męża. Zawczasu wybrałam się do lekarza. Wykonałam serię badań wszelkich za (bagatela) 400zł i usłyszałam: “Ma pani zielone światło, proszę odstawić tabletki, zacząć przyjmować kwas foliowy.” Ale lekarz to nie wszystko. Teraz trzeba było porozmawiać z trenerką, zmienić ćwiczenia na takie, co plecy wzmocnią (bo w poprzedniej ciąży kręgosłup mnie bolał), żeby mięśnie brzucha doprowadzić do lepszej formy i w ogóle całą siebie “przygotować”. Lekarz, trenerka… Pozostała księgowa. Wiadomo – ZUS to instytucja, z którą lepiej nie zadzierać, trzeba sprawdzić czy składki regularnie płacone, ustalić wszystkie sprawy teraz, zawczasu, po co martwić się później?

Kilka lat temu był spontan,
dzisiaj strategiczne planowanie.

Wtedy chyba zwyczajnie nie wiedzieliśmy co nas czeka, teraz (przynajmniej częściowo) wiemy, czego się spodziewać, na co chcemy być przygotowani.
Syn był spontanicznie “zaplanowany” I sam jest do granic spontaniczny :) Ciekawe jakie będzie drugie – skrupulatne? ;) coś wierzyć mi się nie chce.

A my… chyba jednak trochę zdziadzieliśmy przez te 4 lata.

SONY DSCSONY DSC

SONY DSC

 

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>