Jest w tv taka reklama jakiegoś leku – kobieta wchodzi do pokoju i przeprasza koleżankę z pracy (takie jest pierwsze wrażenie), że niestety, ale musi wziąć wolne bo jest chora. Ową koleżanką z pracy okazuje się córeczka, która stoi jak wryta, nie rozumiejąc o co matce chodzi. Przekaz jest prosty – matko nie możesz wziąć wolnego więc weź cudowny lek.

Wszyscy wiemy, ze choroba nie wybiera. Jak rozłoży na całego z gorączką i innymi fajerwerkami włącznie to matce na ratunek przyjść może tata, babcia, dziadek, sąsiadka… ktokolwiek się ulituje. Gdy z nosa kapie, poliki rumiane i jeszcze trudno zrozumieć zachrypniętą matkę, wówczas wiadomo – nie symuluje.

A co, jak matka ma się – tak na oko – całkiem nieźle,
za to dużo gorzej ma się „na duszy”?

Co, jak zwyczajna chandra ją najdzie (nie mówię tu o depresji, bo to już zupełni inny kaliber i nie na taki ot tekścik)? Jak matka taka ma ochotę jedynie kocem nakryć się bo czubek głowy i nie widzieć (i nie słyszeć!) nikogo. Czy tak wolno?
SONY DSC
Obiad nie zrobiony, dziecko chce się bawić, trzeba pralkę włączyć i jeszcze igły z choinki opadły. A matka taka nieodpowiedzialna zupełnie za ciepło ogniska domowego w du..szy ma te wszystkie przyziemności – spokoju jedynie i koca wspomnianego pragnie. I nikogo w otoczeniu – męża, dziecka, nawet przyjaciółki nie ma ochoty oglądać. Kot jedynie ma szansę na audiencję pod warunkiem, że nie będzie mruczał za głośno.

I co? Wypada tak?
Jasne, że nie wypada!

Ale czy wolno? No nie za bardzo, ale z drugiej stronie, kto się ośmieli takiej – doprowadzonej do wspomnianego stanu – matce, zabronić. Pal licho te igły na podłodze i pranie brudne w koszu, ale dziecko to jednak dziecko. Jakkolwiek rozbrajający uśmiech malucha jest balsamem na matczyną duszę, tak przychodzą czasem chwile krytyczne. Wówczas lepiej by było, gdyby potomek pouśmiechał się do taty, cioci bądź dziadków.
A co, jeśli nikogo z ekipy ratunkowej nie ma w zasięgu wzroku? Jest za to dziecko (które wcale nie jest śpiące) i dół rozmiarów Wielkiego Kanionu?
SONY DSC
Proponuję terapię zastępczą – zajmijmy czymś na chwilę potomka (bajka dla starszaka powinna wystarczyć, młodszemu można dać pilota do telewizora lub durszlak – prawdopodobnie zainteresuje się na chwilę) i… zrobić sobie kakao (lub to, co lubicie najbardziej). Usiąść z kubkiem w cichym miejscu (w ostateczności można zamknąć się w łazience), pić je rozkoszując się każdym łykiem i oddychać głęboko. Obiecajcie też sobie podczas tej terapii, że jak tylko będzie komu przekazać młodzieńca, to zrobicie to bez wahania i bez wyrzutów sumienia.

Oddajcie na godzinę, dwie, ba!
może nawet na weekend cały i zrobicie coś dla siebie.

Coś, na co akurat będziecie mieć największą ochotę. Fryzjer, zakupy, kosmetyczka, spacer do lasu, sprzątanie w pawlaczu (wiem.. dziwne, ale są tacy, którzy tak odpoczywają) czy kocyk naciągnięty po czubek głowy – wszystko, czego Wam potrzeba.
Ponownie wraca pytanie – czy tak wypada? Może nie wypada, ale zdecydowanie trzeba. Matka to taka maszyna nie do zdarcia, ale jak od czasu do czasu przejdzie mały reset, to lepiej posłuży dzieciom… bez zgrzytów. ;)

SONY DSC

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>