OSTATNI brzmi dość brutalnie i ostatecznie, ale nie ma co ukrywać – to jednak ostatnie chwile „takiego” życia. Tosiek pojechał do Dziadków a my jesteśmy w domu sami (niezbyt często się to zdarza). Drugie nasze dziecko siedzi jeszcze grzecznie zapakowane w moim brzuchu i czeka… ale już niedługo. Doskonale wiem, że w poniedziałek (a dziś mamy sobotę! sobotni wieczór w zasadzie!) idę do szpitala. Bez znaczenia w tej chwili jest to, kiedy „TO” nastąpi, wiem jednak doskonale, że…

to ostatnie chwile w takim błogim spokoju,
z czasem, który się niemal wlecze…

Wstałam o 6.30 (no jednak to mieszkające w moim wnętrzu dziecię już trochę daje znać o sobie) i leniwie przeniosłam się z sypialni na kanapę. Płatki z mlekiem, lekka kawa, tv… cisza i spokój. O 10.00 wstał E. Leniwie posnuł się po domu i orzekła, że nie ma nic na śniadanie, więc wybraliśmy się na niespieszny spacer.

Nikogo – czytaj. Tośka nie trzeba było namawiać do wyjścia, nakłaniać do ubrania, przekonywać, żeby założył dwa jednakowe buty, prosić o skierowanie swych kroków do drzwi i zrezygnowanie z zabrania 6 plastikowych dinozaurów…

Ot, założyliśmy „sobotnie” ubrania…

i ze świeżą bagietką w garści (i zębach) powłóczyliśmy nogami w stronę rynku. Świeże owoce, ulubiona czekolada i… równie powoli i bez stresu wróciliśmy do domu. Cały dzień minął podobnie… leniwie i bez najmniejszej spiny, bez pośpiechu. Śniadanie, drzemka, podgryzanie czereśni na kanapie… zero problemów! Jedynym dylematem był wybór restauracji na obiad ;)

Jutro dzień OSTATECZNIE OSTATNI – w głowie dudni mi zespół Europe i nieśmiertelne The Final Countdown :)

Co ja mam robić jutro?

Czymś przecież muszę zająć głowę, myśli, ręce… Dzień przed narodzinami Tośka (wtedy też wiedziałam kiedy idę do szpitala) wyszliśmy z kina po północy, żeby się nie stresować – do dziś nie potrafię sobie przypomnieć, jaki film widzieliśmy wtedy. E. Tez nie pamięta :)

Tak myślę o tym dzisiejszym dniu – powolnym, bez stresu, bez ciśnienia na nic… co ja robiłam, kiedy nie miałam dziecka? Ile ja miałam czasu (i pieniędzy ;))! Co nas podkusiło ;)

A tak serio, mimo tej błogości i (pozornego) wyluzowania tęsknię za Tośkiem strasznie i nie mogę się doczekać, kiedy Ona do nas dołączy. Kiedy będziemy w domu już we czworo. „Matka” to jednak dziwny stan umysłu – bo jak inaczej wytłumaczyć tęsknotę za nocnym potykaniem się klocki lego?

Obecnie nie zmieściłabym się w kadrze, więc zdjęcie z 7 m-ca :)
Trzymajcie kciuki!

grubaja

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>