Gust muzyczny dziecka kształtuje się podobno od najmłodszych lat. Ba! Są nawet rodzice, którzy już u nienarodzonych dzieci chcą wyrabiać muzyczne upodobania i puszczają im np. muzykę poważną. Choć podobno akurat utwory Mozarta mają też dobry wpływ na rozwój inteligencji malców.

Nie włączałam Tośkowi „specjalnej” muzyki, kiedy był jeszcze w moim brzuchu. Jeśli słuchał, to słuchał tego, czego akurat słuchałam ja. Podobnie po narodzinach – kiedy był jeszcze całkiem małym Szkrabem, też nie raczyliśmy go muzyką selekcjonowana „pod niego”. Sytuacja zmieniła się całkiem, kiedy już wybierać mógł. W samochodzie i w domu zaczęły pojawiać się płyty z piosenkami da dzieci.

Mały słuchał i śpiewał, i słuchał i śpiewał.

Jak się uparł na jakąś płytę, (żeby tylko płytę! Na piosenkę jedną) to potrafił słuchać jej całą drogę. Caaałą drogę! np. 3 godziny non-stop słuchaliśmy „czy ktoś widział dziub dziuba…” Kupowaliśmy mu też przeróżne audiobooki, żeby zwiększyć szansę na rotację utworów w czasie podróży.

Dziecko nasze jednak już z piosenek dla dzieci wyrosło.

Przypomnę, że nie mam na stanie nastolatka a zaledwie 4,5 latka, który ostatnimi czasy znalazł upodobanie w utworach np. Meli Koteluk! Zna na pamięć piosenki o tekście (wydawałoby się!) abstrakcyjnym, jak na takiego malucha. Nic bardziej mylnego! Czasem owszem – zadaje pytania np. co to jest falochron – wówczas tłumaczymy i… śpiewa dalej.

Do tośkowej analizy tekstów piosenek Meli Koteluk wrócę niebawem w kolejnym tekście. Tym razem jednak przytoczę fragment bardzo nostalgicznej piosenki Wojciecha Gąssowskiego – płytę Teodor wyniósł z samochodu dziadka. Dziadek, prawdę mówiąc, chyba specjalnie nie protestował, bo wcześniej zmuszony był słuchać jej w kółko w drodze nad morze i z powrotem…

Rozumiem więcej, niż wam się wydaje!

Chodzi o piosenkę „Ile szczęścia mieć…” Niestety nie udało mi się znaleźć jej w sieci, tak by załączyć linka – sami zobaczylibyście jak bardzo nostalgiczna jest to piosenka, jak bardzo życiowa i… do 4-latka niepasująca ani trochę! Zwłaszcza takiego szałaputa jak Tosiek.

Pierwsze słowa piosenki brzmią:

Ja już swoje miejsce w życiu znam,
Nie wysuwam się na pierwszy plan.
Wśród samych gwiazd wolę w cieniu stać,
Wolnym strzelcem jestem tyle lat.

Tak.. moje dziecko zawsze stoi w cieniu i nie wysuwa się na pierwszy plan… Tia… I jeszcze ta tęsknota w głosie ;)

Ale najbardziej położył na łopatki mój synek swoim logicznym myśleniem, dziecięcym spojrzeniem na dorosłe sprawy. Kolejna zwrotka tej piosenki brzmi:

Gdy do snu kołysze mnie jej głos,
Same dobre rzeczy mi się śnią.
Wymagania mam wobec aut i dam,
Dla zasady zawsze mieszkam sam.

Teodor po kilkukrotnym wysłuchaniu tekstu zapytał mnie całkiem serio, bardzo zdziwiony:

– Mamooo, ale co on śpiewa? Mówi, że mieszka sam a przecież do snu kołysze go jej głos… Coś mu się pomyliło.
– A jak myślisz synku, co to za „ona”, której głos go kołysze?
– No jak to? Mamusia! Kołysankę mu śpiewa. Ale pomyliło mu się prawda? :)

Ech, żeby świat był taki prosty
i czysty jak dziecięce główki…

Poniżej piosenka w całości – czego słucha czterolatek.

Ja już swoje miejsce w życiu znam,
Nie wysuwam się na pierwszy plan.
Wśród samych gwiazd wolę w cieniu stać,
Wolnym strzelcem jestem tyle lat.

Gdy do snu kołysze mnie jej głos,
Same dobre rzeczy mi się śnią.
Wymagania mam wobec aut i dam,
Dla zasady zawsze mieszkam sam.

Ile szczęścia mieć, aby życie przejść
Suchą nogą, aż na drugi brzeg?
Którą drogą iść, jak upartym być,
Żeby dostać to, co pragniesz mieć?

Ile szczęścia mieć, aby życie przejść
Suchą nogą, aż na drugi brzeg?
Jak upartym być, kogo słuchać, by
Zawsze dostać to, co chce się mieć…

pf_1430733309 pf_1430733885 pf_1430734000 pf_1430734756 pf_1430734841 DSC_2280[1]

 

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>