Teodor ma 6 lat. W zasadzie 6 lat skończy we wrześniu. Teodor ma wyrodną matkę i ojca też wyrodnego, bo zdecydowali, że od września syn będzie uczniem pierwszej klasy. Teodor za kilka miesięcy przestanie być dzieckiem i zostanie siłą wtłoczony w bezduszną machinę systemu oświaty. Wesołe dotąd, beztroskie dziecko zamieni się w jednej chwili (tą chwilą będzie oczywiście 1 września) w zgarbionego, szarego smutasa, który całymi godzinami będzie ślęczał nad opasłymi tomiskami książek, z których nic nie zrozumie.

Bo za rok to co innego,
za rok zrozumiałby wszystko…

Wydaje mi się, że tak właśnie o rozpoczęciu przez Tośka nauki w szkole myśli kilka(set) osób.

Rozumiem różne argumenty. Wielu moich znajomych zdecydowało się na pozostawienie dzieci jeszcze rok w przedszkolu lub zapisało je do zerówki. Rozumiem, szanuję, w wielu przypadkach popieram nawet (choć moje poparcie nie ma nic do rzeczy).

FotorCreated

Rozumiem, że ich dzieci nie pójdą do szkoły bo:
…lubią przedszkole i nie chcą jeszcze się rozstać,
…nie są emocjonalnie gotowe na zmianę,
…bo dopiero za rok będą mieszkać bliżej wybranej szkoły,
…bo nie są wystarczająco samodzielne,
…bo w przedszkolu mają zapewnioną opiekę do 17.30 a to dla rodziców istotne z powodu ich pracy…

Jestem otwarta na każdy niemal powód pozostawienia dziecka w przedszkolu, ale za nic nie skumam argumentu o skracaniu dzieciństwa! Czy naprawdę wszyscy, którzy zarzucają mi (oczywiście nigdy prosto w oczy), że moje dziecko właśnie zakończy swój beztroski żywot sądzą, że odtąd Teo będzie zasuwał w mundurku i lakierowanych mokasynach z aktówką pod pachą na 8 godzin do szkoły? Za to zaraz po lekcjach dane będzie mu już tylko ślęczenie nad książkami? I kolegów już mieć nie będzie! Nawet przez okno sobie chłopak parku nie poogląda, bo z naszego okna go nie widać. Kierat. Mordęga. Katusze. W zasadzie to powinni mi odebrać, albo chociaż ograniczyć prawa rodzicielskie.

Biedne to moje dziecko…

Nic to, że on już doczekać się tej szkoły nie może, że literki zna, czyta coraz lepie, że liczy nieźle i wie czym jest pachnica dębowa (czasem lepiej, żeby nie wiedział, ale o tym kiedy indziej). Nic to, że zna się na gwiazdach lepiej niż ja, że mógłby dyskutować z paleontologiem i wiedziały o czym on mówi. Nieistotne jest też to, że w szkole są zabawki i dywan, że jest piękny plac zabaw i 4 lekcje dziennie a później czas na zabawę. Bez znaczenia są te kolorowe, piękne książki i wiedza, którą jego główka chłonie jak gąbka.

Nic to… dzieciństwo się skończy bo… bo tak! Bo mógłby w przedszkolu, jeszcze rok, jeszcze dwa… jakby się dało to ze trzy nawet. Niech ma dzieciństwo jak może, no chyba, że rodzice nie pozwolą. Niektórym tak się źle trafia, w złym domu się urodzą.

Ech… biedny ten Teodor. Lat prawie 6. Zaraz uczeń.

10647813_10201505830283487_605166399_n

PS. W swojej naiwności nadal uważam, że jako rodzic mam największy wpływ na to, jaką jakość ma dzieciństwo mojego dziecka. To ja decyduję o tym moim codziennym zachowaniem, moim czasem spędzanym z dzieckiem. Ja, nie przedszkole, nie szkoła. Ja wybieram, do której szkoły będzie chodził mój syn, ja planuję jego czas, ja z nim rozmawiam, milczę, bawię się i uczę. I nie zwalę odpowiedzialności za to na nikogo innego, na żadną instytucję, choć byłoby wygodniej. Mam mądrego syna, mądry człowiek z niego wyrośnie. Bez względu na to, gdzie spędzi najbliższy rok. To ja zadbam o to, by spędził go dobrze. A po maturze, niech wyjedzie na rok. W świat daleki lub bliski, wtedy sam już wybierze. Odłożę na to pieniądze dla niego. Niech ma. Skoro skrócę mu dzieciństwo, przedłużę młodość ;) Jeszcze beztroską, już świadomą.

#madrydzieciak

 

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>