Bezpieczeństwo dziecka to jeden z priorytetów, jakie przyświecają każdemu rodzicowi. Czasem można też odnieść wrażenie, że bezpieczeństwo najmłodszych leży nie tylko na sercach rodziców, ale także polityków, policjantów, szkoły… wszyscy chętnie dorzucają przysłowiowe trzy grosze, żeby było bezpieczniej/zdrowiej/lepiej dla dzieci.

Po ostatnich zmianach, ustawowo narzuconych szkolnym sklepikom pomyślałam sobie, że odgórnie wszyscy chcą się teraz dziećmi opiekować (czy to dobrze, czy źle, to temat na inny tekst). Tym bardziej zdziwiłam się w minioną sobotę, kiedy chciałam zamówić taksówkę… Ponieważ miałam jechać z dziećmi,

za oczywiste uznałam zamówienie taksówki
z fotelikiem dla Tośka.

Ava oczywiście „zapakowana” była w swój fotelik – nosidełko, ale nie będę przecież woziła ze sobą drugiego, dużego fotelika. Obdzwoniłam 5! korporacji w Poznaniu i w żadnej nie było auta wyposażonego w fotelik! Nie dzwoniłam do firm zrzeszających 5 taksówkarzy, ale do korporacji, spośród których jedna chwaliła się zrzeszaniem 450 taksówek.

Faktycznie, zgodnie z prawem nie ma obowiązku, żeby taksówki były wyposażone w foteliki, bo traktowane są jak komunikacja publiczna. Tyle tylko, że za bilet na autobus płacę 3zł, a za taksówkę na podobnej trasie 30zł – choćby dlatego…

chciałabym, aby moje dziecko
miało zapewnioną bezpieczniejszą podróż.

Nie bardzo mogę zrozumieć, dlaczego w dobie walki o klienta, wszak konkurencja jest ogromna, żadna z korporacji nie wpadła na to, by choć kilka samochodów wyposażyć w foteliki. Nawet jeśli kierowcy nie chcą na stałe wozić ich w bagażnikach, mogłyby czekać sobie w siedzibie/biurze/centrali na przypadek, kiedy klient (tak jak ja) dzwoni z dwugodzinnym wyprzedzeniem i prosi o auto z fotelikiem. Ani to koszt duży dla takiej korporacji, ani kłopot a jaki plus w oczach rodzica.

W kraju, w którym zabrania się sprzedaży drożdżówek w szkołach, nakazuje szczepić, wlepia mandaty za rozmowę telefoniczną w czasie prowadzenia auta, można jednocześnie, bez najmniejszych konsekwencji, ba! w świetle prawa przewozić dziecko taksówką bez fotelika i bez pasów! Bo jak się okazuje,

skoro taksówka to pojazd komunikacji publicznej,
to i pasy w niej nie obowiązują.

Zakładam, że restauratorom nikt nie nakazuje zaopatrywać się w specjalne krzesełka dla dzieci, nie ma nakazu montowania przewijaków na stacjach benzynowych, a w aptece nikt nie kazał ustawić stolika z kredkami – a mimo to, wiele z tych punktów oferuje takie drobiazgi ułatwiające życie. Jako rodzic wybieram te restauracje, w których są takie krzesełka, te stacje z przewijakami, i te apteki z kredkami. Jako rodzic chętnie też korzystałabym z takiej korporacji taksówkarskiej, dla której zakup jednego choćby fotelika na 450 samochodów nie stanowi zbędnego wydatku, skoro mają wieźć mój skarb największy.

Zdenerwowałam się pisząc ten post ;) Coś jest chyba nie halo w tym kraju, bo biorąc pod uwagę inne „nakazy” nakładane na nas – rodziców i odgórne dbanie o nasze dzieci, wydawać by się mogło, że taksówkarze to jakiś skuteczny antyfotelikowy lobbing musieli uprawiać. Tylko nie bardzo rozumiem po co?

fotelik

DSC_2406

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>