Wiele napisano już na temat noszenia, bujania w ramionach i przytulania dzieci. Na przestrzeni lat teorie dotyczące takiej bliskości rodziców z dzieckiem zmieniały się niczym w kalejdoskopie. Do dziś można usłyszeć, że branie malucha w ramiona kiedy płacze rozpieszcza go tylko i dodatkowo rujnuje kręgosłup rodzica.

Kręcisz bat na siebie matko!

Rozpieszczenie to główny argument przeciwników częstego noszenia i bujania dziecka w ramionach. Uważają bowiem, że wzięciem malucha na ręce zawsze kiedy ten płacze, daje mu do zrozumienia, że rodzic zawsze będzie „na zawołanie”.

A czy nie taka jest właśnie rola rodzica po trosze? Żeby być, żeby zapewnić poczucie bezpieczeństwa? Nie obawiajmy się, że dziecko będzie chciało być noszone i tulone w nieskończoność – one rosną tak szybo, że niedługo to my będziemy potrzebować tej bliskości, a one powiedzą „ej tato… weź się…”, „mamo jestem już za duży!”.

Maluchy instynktownie czują co jest dla nich dobre.

Kołysanie, którego tak często się domagają jest nie tylko przyjemne, ale ma ogromny wpływ na rozwój dzieci!

Udowodniono, że bujanie dziecka pobudza układ przedsionkowy mózgu, który to z kolei wpływa znacząco m.in. na koordynację i sprawność ruchową, równowagę, ruch gałek ocznych, postawę, obustronną koordynację. Ponadto układ przedsionkowy wpływa także na przetwarzanie słuchowo-językowe oraz wzrokowo przestrzenne. Ogromne znaczenie ma także dla poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego dziecka.

Badania wykazały, że dzieci, których potrzeba kołysania była wystarczająco zaspakajana są spokojniejsze, szybciej rosną i łatwiej nabywają kolejne umiejętności. Odpowiednia stymulacja układu przedsionkowego działa długoterminowo – dzieci, którym jej nie brakowało zdecydowanie łatwiej potrafią się skoncentrować, co przekłada się także na ich wyniki w nauce.

Wychodzi na to, że bujanie dziecka ma szereg zalet, będących wystarczającym powodem, żeby dostarczać mu tych bodźców. Oczywiście nie zawsze trzeba kołysać malca w ramionach – można posiłkować się także leżaczkiem, huśtawką lub kołysać malucha w wózku.

Bezcenna rodzicielska intuicja…

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego biorąc dziecko w ramiona automatycznie zaczynamy rytmicznie kołysać ramionami? Bo przecież nie wszyscy znamy naukowe teorie na temat rozwoju dziecka. Zauważyłam, że już podchodząc do łóżeczka córki mam bardziej rozkołysany krok, jakbym przygotowywała się do tego co ma za chwilę nastąpić. Otóż nasza intuicja podpowiada nam, że właśnie taki ruch jest najbardziej przyjemny i kojący dla maluszka. Dziecko przebywając w brzuchu mamy niemal cały czas odczuwało bujanie, po narodzinach takie ruchy są dla niego naturalne, dają poczucie bezpieczeństwa. Maluch sam daje nam do zrozumienia, że taki ruch jest dla niego przyjemny, bo często uspokaja się zaraz po wzięciu go w ramiona.

Wolne ręce

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię nosić dziecko. Tosiek domagał się częstego noszenia, Ava także lubi oglądać świat z góry, dlatego często właśnie tak spędzamy wspólne chwile. Oczywiście bywam zmęczona, albo zwyczajnie potrzebuję dwóch wolnych rąk jednocześnie, dlatego zdarza mi się posiłkować chustą lub nosidełkiem.

Przytulanie i bujanie to chyba nieodzowne elementy rodzicielstwa, które nie trwają wiecznie, dlatego (pomijając aspekty naukowe) myślę, że warto je chłonąć, kiedy na nie pora, bo szybko ten czas mija :)

A te  poniższe zdjęcia to jeszcze z Tośkiem, Ava jest na głównym :)

foto11

 

Skomentuj ten wpis.

Zostaw odpowiedź

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>